Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kraj

Kryzys na granicy. W Sejmie festiwal samochwalstwa i obłudy

Mateusz Morawiecki podczas nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu ws. kryzysu na granicy z Białorusią Mateusz Morawiecki podczas nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu ws. kryzysu na granicy z Białorusią Sławomir Kamiński / Forum
Nadzwyczajne posiedzenie Sejmu w sprawie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej nie przejdzie do historii. Mimo że sytuacja jest poważna, na Wiejską nie stawili się prezydent, minister spraw zagranicznych ani wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński.

Stawili się premier Mateusz Morawiecki, ministrowie Kamiński i Błaszczak, lecz ich wystąpienia nie wniosły niczego nowego. Obiecywana opinii publicznej informacja rządowa okazała się powtórką przekazu powszechnie znanego z mediów i z propagandy obozu obecnej władzy.

Festiwal samochwalstwa i obłudy

Wszyscy znamy liczby mundurowych i migrantów. Znamy diagnozę polityczną i strategiczną: kryzys na granicy został wywołany poza Polską, służy interesom wrogo do Zachodu nastawionych Łukaszenki i Putina. Z tą diagnozą zgadza się cały Sejm prócz Janusza Korwin-Mikkego, orędownika białoruskiego dyktatora. Przedmiotem sporu były i są metody zarządzania kryzysem. Premier mówił o „wyreżyserowanym spektaklu” mającym destabilizować Polskę i Unię Europejską. Słusznie, ale trudno się było oprzeć wrażeniu, że przy okazji tego spektaklu oglądaliśmy inny wyreżyserowany spektakl – festiwal samochwalstwa i obłudy. Symboliczny był tu moment, gdy poseł Macierewicz próbował żyrować swoją działalność po katastrofie smoleńskiej walką z odradzającym się imperializmem rosyjskim.

Samochwalstwo polegało na peanach pod adresem nieobecnego Kaczyńskiego, ministrów budujących zasieki i płoty, jakby już latem wiedzieli, co się będzie działo w listopadzie, a spotkali się z krytyką opozycji. Obłuda polegała na przemilczeniu niedawnych antyunijnych filipik Morawieckiego i innych polityków pisowskich, a podkreślaniu obecnego poparcia Unii i USA dla polityki polskiego rządu. Obłudnie brzmiały też wezwania Morawieckiego i Kamińskiego do jedności w obliczu kryzysu z pominięciem odsądzania od czci i patriotyzmu Platformy Obywatelskiej i innych demokratów wytykających rządzącym ich błędy i grzechy, także w sprawie kryzysu granicznego. Tymczasem, jak zauważył poseł Siemoniak, trudno mówić o jedności bez dialogu, a obecna władza żadnego realnego dialogu z demokratyczną opozycją nie prowadzi i chyba nie chce (za to, dodajmy, ostentacyjnie „dialoguje” politycznie i finansowo ze skrajną prawicą Bąkiewicza).

To jest hańba graniczna

Polityka demokratyczna polega na wolnej debacie. Zwłaszcza w sytuacji kryzysowej potrzebujemy wiedzieć, co się dzieje, jakie informacje ma rząd, jakie jest zdanie legalnej opozycji. Niestety, wtorkowa debata nie zaspokoiła tych oczekiwań. Jej zaletą była seria wystąpień klubowych i pytań poselskich. Dzięki tej części obrad opinia publiczna mogła poznać nie tylko polityczne stanowisko opozycji, ale też wszystkie problemy i wątpliwości. Przykładem mogą być przemówienia posłów Siemoniaka i Czarzastego czy uwaga posła Bartłomieja Sienkiewicza, że nie wystarczy chwalić mundurowych na granicy, trzeba też zadbać o znośne warunki ich pracy. Debata pokazała, że opozycja, nawet niektórzy posłowie nacjonalistycznej prawicy, wbrew propagandzie rządowej jest zdolna do rzeczowej krytyki i dialogu. Nie przekracza granic debaty parlamentarnej, jak to się zdarza posłom „zjednoczonej prawicy”. Co z tego, kiedy jutro z sali sejmowej trzeba będzie wrócić do przyziemnej rzeczywistości? A wygląda ona nadal dramatycznie.

Demokraci w parlamencie nie powinni wspierać władzy pisowskiej w ciemno. Nie mogą pomijać humanitarnego aspektu kryzysu migracyjnego. Hańba graniczna – utrudnianie i ograniczanie pomocy ludziom zamienionym w narzędzie zemsty reżimu Łukaszenki na Polsce i UE za potępienie jego rozprawy z protestami obywatelskimi – nie pomaga rozładować kryzysu. Podobnie jak ignorowanie prawa międzynarodowego dotyczącego ochrony uchodźców. Tak samo nie widać żadnej korzyści z blokowania dostępu mediów i ludzi dobrej woli pragnących nieść pomoc humanitarną do strefy stanu wyjątkowego.

Czytaj też: Jak działa białoruska propaganda

Władzę PiS kiedyś rozliczy historia

To wszystko potęguje frustrację części klasy politycznej i opinii publicznej. Jak w tak złej atmosferze obecna władza może oczekiwać bezwarunkowej współpracy opozycji demokratycznej? Dopiero usunięcie tych przeszkód byłoby krokiem we właściwą stronę. Niezbędnym warunkiem zaradzenia kryzysowi wydaje się też realna, a nie deklarowana, współpraca z UE i NATO. Jeśli rząd Morawieckiego po wtorkowej debacie nie wyjdzie naprzeciw tym wszystkim oczekiwaniom polityków opozycji i znacznej części opinii publicznej, to nie pójdziemy naprzód nawet o milimetr. Tylko że będzie to też oznaczało, że obecna władza bierze na siebie całą odpowiedzialność za dalszy przebieg dramatu. I że tylko ją będzie rozliczać historia.

Czytaj też: Spotkanie w mroku. Czy polski patrol natknął się na specnaz?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną