„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kraj

Dziennikarze będą mogli pracować na granicy. Jest projekt

Przejście w Kuźnicy, zdjęcie z poniedziałku, 15 listopada 2021 r. Przejście w Kuźnicy, zdjęcie z poniedziałku, 15 listopada 2021 r. Straż Graniczna / Twitter
Z końcem listopada przestanie obowiązywać stan wyjątkowy wzdłuż granicy z Białorusią. Rząd przygotował nowelizację ustawy, która zakłada m.in. dopuszczenie do tego terenu dziennikarzy.

W poniedziałek rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o ochronie granicy państwowej. „Nowe przepisy mają zapewnić skuteczność działań podejmowanych przez Straż Graniczną, aby chronić granicę w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego. Poprawi się również bezpieczeństwo samych funkcjonariuszy SG, a w obszarze przygranicznym – na specjalnych zasadach – będą mogli pracować dziennikarze” – przekazała Kancelaria Premiera.

Co zamiast stanu wyjątkowego?

Nowelizacja zakłada m. in. możliwość wprowadzenia – na czas określony – zakazu przebywania na obszarach przy linii granicy szczególnie narażonych na tego typu działania (zakaz ten będzie mógł być wprowadzony na określonym obszarze na podstawie rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji). Rozwiązanie to nie będzie dotyczyć m.in. mieszkańców obszaru objętego zakazem przebywania, osób wykonujących pracę zarobkową na tym obszarze, uczniów oraz osób korzystających z przejść granicznych. Właściwy miejscowo komendant placówki Straży Granicznej będzie mógł także zezwolić na przebywanie na obszarze objętym zakazem innych osób – w szczególności dziennikarzy. W nowelizacji przewidziano także, że podmioty wykonujące określoną działalność na obszarze objętym zakazem przebywania będą mogły otrzymać rekompensaty za czas jego obowiązywania. Funkcjonariusze SG będą mogli używać plecakowych miotaczy substancji obezwładniających.

Wcześniej Ryszard Terlecki, szef klubu PiS, mówił podczas konferencji w Sejmie, że trwają prace nad nowymi regulacjami, które mają uporządkować sprawę dostępu mediów do granicy i obszaru przygranicznego po tym, jak wygasną przepisy o stanie wyjątkowym. „Po pierwsze przypuszczam, że to będą stacje ogólnopolskie telewizyjne, a nie lokalne, a po drugie zobaczymy, bo nie ma jeszcze projektu” – mówił wicemarszałek Sejmu. Polityk odnosił się też do uwagi, że po białoruskiej stronie granicy są stacje, które czasem powielają narrację reżimu Łukaszenki – dla Terleckiego to jest jeden z powodów, dla których byłby ostrożny, jeśli chodzi o dostęp mediów do granicy. „Bo u nas też są stacje, które będą powielać propagandę Łukaszenki. Ale myślę, że niezbędne jest dopuszczenie części dziennikarzy. Nie chodzi o to, żeby tam robić wielkie zbiegowisko, tylko dopuścić przedstawicieli mediów” – powiedział Terlecki.

2 września na 30 dni w 115 miejscowościach woj. podlaskiego i w 68 miejscowościach woj. lubelskiego przylegających do granicy z Białorusią został wprowadzony stan wyjątkowy. 30 września Sejm zgodził się na przedłużenie go o 60 dni, a dzień później opublikowano rozporządzenie prezydenta w tej sprawie. Oznacza to, że stan wyjątkowy obowiązuje do końca listopada.

Czytaj też: Premier tumani i przestrasza

Duża grupa migrantów na przejściu w Kuźnicy

Staż Graniczna poinformowała w poniedziałek po południu, że po stronie białoruskiej w pobliżu przejścia granicznego w Bruzgach cudzoziemcy tworzą od rana koczowisko-palą ogniska i rozstawiają namioty. Miejsce, gdzie do tej pory koczowali przy linii granicy, opustoszało, ale służby białoruskie dostarczają tam wodę i drewno.

Setki osób na przejściu granicznym po białoruskiej stronie granicy gromadzą się od rana, jak informowała SG, odbywało się to pod nadzorem białoruskich służb. „Sytuacja wygląda jak przygotowanie do siłowego forsowania granicy” – napisał na Twitterze Stanisław Żaryn, rzecznik koordynatora służb specjalnych. Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Wąsik informował z kolei, że „polskie służby są przygotowane na każdy scenariusz”. Sytuację na granicy z góry obserwuje śmigłowiec polskiej policji, w okolicy przejścia zgromadzone są też siły polskich funkcjonariuszy, którzy mają nie dopuścić do siłowego wdarcia się migrantów do Polski.

„Spodziewamy się, że będzie próba siłowego sforsowania granicy. W tej chwili skierowane są tam wszystkie nasze siły, jakie mogliśmy tam skierować” – informowała rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Anna Michalska na poniedziałkowej konferencji prasowej. W nocy z niedzieli na poniedziałek w Kuźnicy nie doszło do próby siłowego forsowania granicy, chociaż na odcinku podlegającym placówce Straży Granicznej w Czeremsze siłowo do Polski próbowało wejść blisko 60 osób. Próba ta była bezskuteczna.

Jak informuje Żaryn, obecna próba masowego nielegalnego wejścia do Polski to skutek plotek rozpuszczanych wśród migrantów, które dodatkowo uwiarygadniane były przez białoruskie służby. Miały one informować koczujących przy granicy, że pojawią się tam autobusy, które przetransportują ich do Niemiec. Ale, jak informują polskie służby, migranci zostali oszukani, nie ma zgody na nielegalne przekroczenie granicy. Polskie służby przez głośniki nadają komunikaty, że żadne autobusy nie będą podstawiane.

Budowa zapory na granicy ruszy w grudniu

W poniedziałek minister Mariusz Kamiński, szef resortu spraw wewnętrznych i administracji, a jednocześnie przewodniczący zespołu ds. przygotowania i realizacji zabezpieczenia granicy państwowej, ogłosił, że prace związane z wnoszeniem zapory rozpoczną się w grudniu. W poniedziałek zespół zaopiniował pozytywnie plan budowy zapory na granicy polsko-białoruskiej. Będą budowały ją duże firmy z szerokim doświadczeniem na rynku, a umowy wykonawcami zostaną zawarte do 15 grudnia i będą one w jawne dla opinii publicznej. Część granicy, na której powstanie zapora, zostanie podzielona na cztery odcinki, na których prace będą prowadzone jednocześnie w systemie trzyzmianowym i 24 godziny na dobę.

Budowa zapory ma potrwać 180 dni i ma się ona zakończyć do końca pierwszego półrocza 2022 r. Zapora powstanie na długości ponad 180 km wzdłuż granicy z Białorusią. Będzie miała wysokość 5,5 metra wysokości, z czego 5 metrów to stalowe słupy, które zwieńczone zostaną półmetrowym zwojem z drutu tak, aby nie można było przejść na druga stronę. Zastosowane zostaną także nowoczesne, elektroniczne metody zarządzania granicą (czujniki ruchu wzdłuż całej granicy, kamery). Inwestycja ma kosztować 1,6 mld zł.

SG: Białoruś szykuje migrantów do siłowego wdarcia się do Polski

Polscy żołnierze i policja oraz migranci po dwóch stronach polsko-białoruskiej granicy w KuźnicyIrek Dorożanski/ForumPolscy żołnierze i policja oraz migranci po dwóch stronach polsko-białoruskiej granicy w Kuźnicy

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowało w niedzielę, że w okolice Kuźnicy napływają kolejne grupy migrantów, gromadzą się tam także uzbrojeni funkcjonariusze służb białoruskich. „Widać, że strona białoruska przygotowuje się na dużą próbę forsowania granicy” – potwierdziła Straż Graniczna. MSWiA zapewniło, że wszystkie służby zgromadzone po polskiej stronie w okolicy obozowiska migrantów pozostają w gotowości.

O poruszeniu wśród migrantów, gromadzeniu się białoruskich służb, a nawet pojawieniu się telewizyjnego wozu transmisyjnego informowała już przed południem podlaska Służba Graniczna. Według strażników z koczowiska zniknęły namioty, a obozujący tam dotąd migranci dostają od białoruskich służb „instrukcje, sprzęt oraz gaz”. „Widać, że strona białoruska przygotowuje się dzisiaj na dużą próbę forsowania granicy. Nasze siły są w gotowości do działania” – ostrzegła podlaska SG.

W obozie w okolicach Kuźnicy w mijającym tygodniu mogło przebywać nawet 4 tys. migrantów. W weekend z Mińska napływały kolejne liczne grupy. Obozowisko położone jest tuż przy drucie kolczastym, a po jego drugiej stronie – też w niewielkiej odległości – stoją polscy żołnierze, policjanci i funkcjonariusze straży granicznej. Wsparły ich także siły WOT.

Czytaj także: Kryzys na granicy. W Sejmie festiwal samochwalstwa i obłudy

Morawiecki: Polska granica ostateczną barierą dla reżimu Łukaszenki

W wywiadzie udzielonym Rafałowi Białkowskiemu z PAP swoją perspektywę na sytuację na granicy przedstawił także premier Mateusz Morawiecki. „Polska granica będzie skuteczną i ostateczną barierą dla działań Łukaszenki” – oświadczył. „Wiemy już, że żeby zatrzymać reżim białoruski, nie wystarczą same słowa. Mamy świadomość, że potrzebne będą wzmocnione sankcje” – mówił Morawiecki. Miał o nich rozmawiać z premierami Litwy i Łotwy, z szefem Rady Europejskiej Charlesem Michelem, a także z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. „W UE rośnie przekonanie, że kryzys z którym się mierzymy, to nie tylko sprawa Litwy, Łotwy, Polski, ale całej wspólnoty” – zapewnił premier. Wśród kolejnych możliwych sankcji wymienił całkowite zamknięcie granicy, czyli „odcięcie reżimu od korzyści gospodarczych”. Wspomniał także o rozważanym z przywódcami Łotwy i Litwy uruchomieniu artykułu 4. NATO. „To rozwiązanie, które przewiduje, że strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć zdaniem którejkolwiek z nich zagrożone będą: integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo któregokolwiek z państw sojuszniczych. Wydaje się, że jest to coraz bardziej potrzebne. Bo nie wystarczy już tylko, byśmy publicznie wyrażali swoje zaniepokojenie” – tłumaczył Morawiecki, podkreślając konieczność zaangażowania całego sojuszu.

Posłuchaj podkastu „Polityki”: Jak rząd sobie radzi z kryzysem na granicy z Białorusią

Reżimowi Łukaszenki premier Morawiecki zarzucił ofensywę dezinformacyjną. „Kłamstwo, manipulacja i dezinformacja to podstawowa broń Rosji, a teraz również Białorusi” – mówił. W odpowiedzi na pytanie o to, w jaki sposób polski rząd zamierza zwalczać tę dezinformację, premier zapowiedział kontrofensywę informacyjną. Bo, jak uważa Mateusz Morawiecki, „kłamstwo można zwalczać tylko prawdą”. W zapowiedzianej „kontrofensywie informacyjnej” premier widzi istotną rolę dziennikarzy, do których zaapelował, by nie dali się zwieść pokusie „klikalności”. „Wszyscy wiemy, że sensacyjne newsy najlepiej się sprzedają, ale na takiej logice żeruje dzisiaj białoruski reżim” – podkreślił.

Czy jednak dziennikarze zostaną wpuszczeni na teren obecnie objęty stanem wyjątkowym? „Nie mam obaw, jeśli chodzi o prezentowanie prawdziwych danych z granicy, natomiast obawiam się, że w obecności kamer prowokacje będą się tylko nasilać” – mówił Morawiecki. „Dziś sytuacja jest na tyle napięta, że w przypadku przerwania kordonu wzdłuż granicy dziennikarze byliby narażeni na bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia” – podkreślił.

Ewa Siedlecka: Koagulacja umysłów, czyli ugotowana żaba

Przedłużony już przez Sejm stan wyjątkowy w pasie przygranicznym może trwać tylko do końca listopada. Morawiecki zapowiedział, że rząd opracowuje nowe rozwiązania i regulacje pozwalające na dalszą skuteczną działalność służb w ramach ochrony granicy.

Kolejne pushbacki i interwencje na granicy

W niedzielę rzecznik Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Katarzyna Zdanowicz przekazała Polskiej Agencji Prasowej informację o zatrzymaniu w gminie Dubicze Cerkiewne 22 osób, które siłowo wdarły się na terytorium Polski. Pozostali migranci z blisko 50-osobowej grupy zostali zatrzymani przez wojsko i funkcjonariuszy Straży Granicznej jeszcze przy pasie drogi granicznej i doprowadzeni do linii granicy.

Gen. Cieniuch dla „Polityki”: Wojsko na granicy z Białorusią to błąd

Tymczasowa zapora na granicy została sforsowana w obecności osób w mundurach białoruskich. Migranci rzucali kłodami drewna, gałęziami i kamieniami, a ogrodzenie zostało przecięte.

W sobotę wieczorem w pobliżu Kolonii Klukowicze granicę próbowała sforsować kolejna kilkudziesięcioosobowa grupa migrantów, w pobliżu czekało także blisko 100 osób. Jak przekazała podlaska policja, funkcjonariusze, którzy pojawili się na miejscu, zostali obrzuceni kamieniami, a jeden z nich – na skutek uderzenia kamieniem w hełm – został lekko ranny.

Według rzeczniczki podlaskiej SG zdarzenie nie było siłową próbą przekroczenia granicy, ponieważ stojąca na terenie Białorusi grupa – choć zachowywała się agresywnie – nie napierała na ogrodzenie graniczne.

Z kolei polskich żołnierzy w okolicach Szudziałowa kamieniami i gruzem obrzucili białoruscy funkcjonariusze. Jak poinformował MON, nikt nie ucierpiał.

Czytaj także: Łukaszenka pęka czy blefuje? Kryzys na granicy wymyka się spod kontroli

W ciągu minionej doby Straż Graniczna odnotowała 223 próby nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. Według danych SG od początku kryzysu nielegalnie granicę próbowało przekroczyć ponad 33 tys. osób, z czego niemal 17,3 tys. w październiku, 7,7 tys. we wrześniu i ponad 3,5 tys. w sierpniu.

Putin: Jesteśmy gotowi pomóc na granicy

Władimir Putin wypowiedział się w związku z oskarżeniami wobec Rosji o inspirację i pomoc Białorusi w sprowadzaniu migrantów pod polsko-białoruską granicę i działaniach zmierzających do destabilizacji w regionie. „Chcę wszystkim powiedzieć: zajmijcie się swoimi wewnętrznymi problemami, nie przerzucajcie na nikogo własnych spraw, które rozwiązywać powinny wasze resorty o odpowiednich kompetencjach” – mówił prezydent na antenie rosyjskiej TV. Według Putina Rosja nie ma żadnego związku z sytuacją na granicy i obwinia o nią kraje zachodnie, które same są sobie winne. „Same stworzyły warunki do tego, by przyjeżdżały do nich tysiące, setki tysięcy ludzi”.

Putin zadeklarował jednak pomoc: „gotowi jesteśmy pomóc na wszelkie sposoby w uregulowaniu sytuacji, jeśli oczywiście coś będzie od nas zależeć”.

Czytaj także: Kryzys na polskiej granicy jest Putinowi na rękę. Do czasu

Agresja wobec Medyków na Granicy

W ostatnim dniu swojego dyżuru w rejonie granicy osoby działające w ramach akcji Medycy Na Granicy zastały rano swoje prywatne samochody poważnie zniszczone. Do przebicia opon, potłuczenia szyb, lamp i zniszczenia karoserii najprawdopodobniej została użyta m.in. siekiera. Sprawę bada lokalna policja. „Nie tak wyobrażaliśmy sobie ostatnie dyżury Medyków Na Granicy. Żałujemy, że niesiona przez nas pomoc medyczna spotkała się z tak agresywną i brutalną reakcją” – napisali na swoim facebookowym profilu. Po nocnym ataku na ich bazę i za radą ekspertów ds. bezpieczeństwa medycy postanowili zrezygnować z ostatniego dyżuru i zakończyć akcję jeden dzień wcześniej, niż planowali. „Działaliśmy zawsze w zgodzie z etyką zawodową, prawem i zasadami bezpieczeństwa. Kończymy nasz projekt w poczuciu dobrze wypełnionego zadania i dziękujemy za Państwa wsparcie na każdym jego etapie” – napisali.

Zniszczony samochód członków akcji Medycy na GranicyMedycy na Granicy/FacebookZniszczony samochód członków akcji Medycy na Granicy

Zniszczony samochód członków akcji Medycy na GranicyMedycy na Granicy/FacebookZniszczony samochód członków akcji Medycy na Granicy

Kilka dni wcześniej na leśnej drodze z trzech opon dyżurującego ambulansu zostało spuszczone powietrze. Wiele wskazuje na to, że ambulans unieruchomili polscy mundurowi.

Obowiązki Medyków Na Granicy przejmie Medyczny Zespół Ratunkowy Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. PCPM rozpocznie swój pierwszy dyżur 16 listopada o 8:00 rano.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną