Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Stan wojenny: 40 lat później

Demonstracja na Powązkach w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, 1 sierpnia 1982 r. Demonstracja na Powązkach w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, 1 sierpnia 1982 r. Chris Niedenthal / Forum
Znów jesteśmy głęboko podzieleni, chociaż sam podział biegnie dziś inaczej. Czy po tylu latach doświadczenie stanu wojennego może być nam do czegoś przydatne?
Obecny konflikt jest echem tamtego sprzed 40 lat.Chris Niedenthal/Forum Obecny konflikt jest echem tamtego sprzed 40 lat.

Jarosława Kaczyńskiego pamiętne „my jesteśmy tu, gdzie wtedy – oni tam, gdzie stało ZOMO” stało się po latach klasykiem niemądrej politycznej gadaniny. Ale kiedy w 2006 r. Polska usłyszała to zdanie po raz pierwszy, i to z wiecowej trybuny w samej Stoczni Gdańskiej, budziło ono szok i niedowierzanie. Tak brutalne dzielenie i manipulowanie nie mieściło nam się jeszcze w głowach.

Wkrótce okazało się, że nie był to eksces, tylko metoda. Od tamtego czasu Kaczyński wielokrotnie podnosił retoryczną poprzeczkę. Kiedy przestała mu wystarczać metaforyka stanu wojennego, czerpał z coraz to głębszych warstw narodowego imaginarium. Zawsze wpisując własny obóz w najbardziej chwalebne tradycje patriotyczne, przeciwnika czynił sukcesorem historycznych stronnictw zdrady. Z czasem absurdalne asocjacje prezesa stały się elementem politycznej codzienności i już tylko okazjonalnie przykuwały uwagę.

Chociaż nie jest przypadkiem, że to właśnie stan wojenny był pierwowzorem. Dyktowała to antykomunistyczna tożsamość prawicy, ukształtowana pod wpływem grudniowego dramatu i corocznie manifestowana paleniem zniczy pod domem gen. Jaruzelskiego. Skądinąd Kaczyński zapewne rozbrajał też osobisty kompleks drugorzędnego działacza solidarnościowego, którego pominięto na listach internowanych.

Ale po 2015 r. symbolika 13 grudnia zawładnęła również wyobraźnią obozu antypisowskiego. Wskrzeszona z dnia na dzień, gdy tylko Prawo i Sprawiedliwość przystąpiło do niszczenia trójpodziału władzy. Pierwsza fala ulicznego oporu natychmiast przypomniała sobie oporniki, dawne wiecowe slogany, charyzmę Władysława Frasyniuka. Pokoleniom pamiętającym zadymy z lat 80. tamten wzór przeżywania emocji politycznych najwyraźniej wydawał się naturalny. Ale już młodszych taka rekonstrukcja zazwyczaj odrzucała od protestów.

Polityka 50.2021 (3342) z dnia 07.12.2021; Temat tygodnia; s. 19
Reklama