Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Oceniam, więc jestem

Uparcie odtwarzamy przemocowe wzory, przekazujemy agresję z pokolenia na pokolenie w skali makro i mikro.

„Czytaj ze zrozumieniem”, „Nie tak się to słowo pisze!”, „Co ty, po polsku nie umiesz?!”. Jad cieknie ze zdań wypowiedzianych „w dobrej wierze”, esencji biernej agresji. Dowalamy sobie podczas rodzinnych obiadów, w pracy, w internecie. Wtykamy szpile i okraszamy je zatroskanymi, fałszywymi uśmieszkami. W języku wirtualnym maskujemy ciosy radosnymi emotikonami. Kim jest zatroskany poprawiacz? Tak naprawdę to skrzyczane i poniżone dziecko, już w skórze dorosłego, które jednak traum z dzieciństwa nie przerobiło i teraz nieświadomie daje je „w prezencie” kolejnym pokoleniom.

Dowalić komuś to usłyszeć własny głos. Ten, który był – i jest – duszony latami, ignorowany, wyśmiewany. Nawet agresywny, raniący, wydaje się lepszy od braku głosu. Ranienie to ersatz wejścia w interakcję. Bycia dostrzeżonym, wreszcie. Survival zaczyna się od toksycznych relacji rodzinnych, przemocowej instytucji szkoły, poniżania na lekcjach religii, bullyingu na obozach, koloniach, fali w wojsku, szykan na porodówce. Przez lata zbiera się toksycznych odpadów tyle, że biedny, zatruty skaut zmienia się w rzygacza.

Karcenie, strofowanie, poprawianie, kwaśne korygowanie – to nasz sport narodowy. Wbić szpilę, dowalić – to chałupniczy sposób, by mieć na coś wpływ. Carl Jung powiedział: „Myślenie jest trudną czynnością, dlatego ludzie wolą oceniać”. Szkoła rzadko uczy samodzielnego myślenia, częściej za to posłuszeństwa i funkcjonowania w hierarchii. A patriarchat hierarchią stoi. Liczy się ten, kto wdrapał się na najwyższą gałąź – dyrektor zjednoczenia w PRL, boss w korpo, biskup, największy pyskacz bojówki, monstrualny manipulant w partii. To dlatego ludzie mądrzy, z doświadczeniem, którzy wiele przeżyli, uważani są za nieudaczników.

Polityka 1/2.2022 (3345) z dnia 28.12.2021; Felietony; s. 118
Reklama