Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Gandhi czy MMA

Pożarłyśmy się. Poszło o rolę języka w wyrażaniu sprzeciwu wobec oponentów.

Grażyna uznała, że są granice politycznej poprawności. Skoro Lasy Państwowe wycinają stare drzewa, chociaż obiecały, że tego nie zrobią, trzeba walić prosto z mostu, co się o nich myśli, i to językiem, który oni rozumieją. Sylwia darła szaty w imię poszanowania „równościowego mówienia”. Zagotowało się, jak to w starym, dobrym małżeństwie.

Strategia, zszargane nerwy, a także pochodzenie – i takie tematy wypączkowały z naszego sporu. Niedawno przez kraj przetoczyła się dyskusja na temat klas społecznych, losu chłopów pańszczyźnianych oraz roli szlachty. Wyszło na ten temat kilka książek, ten i ów zadeklarował, że jest chamem i jest z tego dumny. Wszyscy spoglądali nerwowo w stronę Kacpra Pobłockiego, autora książki „Chamstwo”, który stał się sędzią w niekończącym się sporze o klasowość języka. Dla części osób używanie samego określenia „klasa” było marksistowskim bełkotem i zgrozą. Inni przyglądali się niby-znanym kategoriom i zastanawiali, czy nadal można ich używać. Bo może zmieniły się jego definicje.

Książka Michała P. Garapicha pt. „Dzieci Kazimierza” wzbogaciła debatę, pokazała, że można tkwić między klasami społecznymi. Być dzieckiem właściciela majątku, ale pozbawionym praw, takich jak dostęp do edukacji czy schedy. Potomkiem nieślubnym, nieuznanym, bękartem, jak się dawniej pogardliwie mawiało.

A potem Wandę Traczyk-Stawską, 94-letnią żołnierkę Armii Krajowej, bojowniczkę Powstania Warszawskiego, zaatakował słownie prawicowy krzykacz. Nazwiska typa nie podajemy, bo tylko o to mu chodzi, żeby stać w centrum pyskówki – to jedyne bohaterstwo, na jakie go stać. Czy ktoś go zbluzgał po tym incydencie, takim językiem, żeby zrozumiał? Zrobiła to tylko pani Wanda. Rozpętała się dyskusja: czy to nie było za ostre, zbyt klasistowskie, nieeleganckie?

Polityka 4.2022 (3347) z dnia 18.01.2022; Felietony; s. 87
Reklama