Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Język to broń

Ten czas wzbudza tak skrajne emocje, że o skakanie sobie do gardeł nietrudno.

Kiedy pisałyśmy w poprzednim felietonie o drgawkach kończącego się patriarchatu, nie sądziłyśmy, że załatwi on sobie taki staroświecki szoł. Że wyjadą czołgi, pociski wystrzelą, celując w niewinnych ludzi, zacznie się wygrażanie bronią nuklearną. A potem myśl – a jak miał odejść, skoro tylko tak potrafi? Brutalnie, krwawo, miażdżąc cywilów, żołnierzy, zwierzęta i infrastrukturę.

To próba narzucenia świata opartego na sztywnych podziałach – on z kałachem, ona do warzenia grochówki. On do walki (o co tym razem?) ona do rodzenia i niańczenia. Rodzenie było w poprzednich wiekach sposobem na zwiększenie liczby „hełmów”, jak to się dziś mawia. Po wyczerpujących wojnach machiny propagandowe państw skupiały się na zachęcaniu zdziesiątkowanej ludności do prokreacji, w ramach patriotycznego obowiązku. Czy ta cofka, którą dziś zafundowano światu, ma oznaczać, że kobiety znów mają rodzić żołnierzy?

„Hełmy” to niebezpieczne słowo, bo odczłowiecza. Pod hełmem nie widać człowieka, tego, że jest ojcem, bratem, synem, partnerem. Jest pionkiem w grze starych, którzy nie wytykają nosa ze schronu. Taka to jest ich odwaga – wypchnąć młodych i ustawić ich po przeciwnych stronach barykady. Należy oczywiście zadbać o morale, dlatego propagandowa maszyna rozkręcona jest od tygodni. Na ustach wzniosłe ideały, w rękach maszyny do zabijania. „Wszyscy walczą o pokój, aż się leje krew”, jak śpiewał Dezerter.

Na podziałach zbudowane są systemy totalitarne i te, które w tym kierunku zmierzają. Zasada „dziel i rządź”, jedna z najskuteczniejszych do objęcia i utrzymywania władzy, ma w definicję wpisany zbrojny konflikt. Podziały nie spadają, ot tak, z nieba. Są długo przygotowywane. Najpierw zmienia się język, który nazywa otaczający świat.

Polityka 12.2022 (3355) z dnia 15.03.2022; Felietony; s. 87
Reklama