Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Zimne wojny domowe

Powodów, dla których do polskiej debaty publicznej został ponownie wrzucony temat tragedii smoleńskiej, jest co najmniej kilka. Może to być element rywalizacji Jarosława Kaczyńskiego z nieco usamodzielniającym się Andrzejem Dudą, ale także być może należy to czytać jako walkę Antoniego Macierewicza o własną pozycję w obozie władzy. Na pewno jednak prezentacja raportu podkomisji miała służyć zaostrzeniu konfliktu politycznego w naszym kraju i pogłębieniu i tak przepastnych rowów dzielących Polaków.

Ten cel przyświeca dziś większości działań rządu, choć i opozycja – by pozostać w grze – musi od czasu do czasu wejść w proces polaryzowania społeczeństwa i obsłużenia w ten sposób emocji swoich wyborców. Mam dla czytelniczek i czytelników pewną informację, która może być przez nich odczytana jako zarówno bardzo dobra, jak i bardzo zła (jak w nieco frywolnym dowcipie, w którym żona wywołuje u męża ambiwalentne uczucia, oznajmiając mu, że ze wszystkich jego kolegów on jeden jest tak naprawdę dobry w łóżku).

Ową informacją, mogącą u Państwa wywołać mieszaną reakcję, jest to, że – podobne do naszej – wojny domowe toczą się w większości państw zachodnich. Ostatnie wybory na Węgrzech i właśnie rozstrzygająca się rywalizacja we Francji dobitnie pokazują, że procesy polaryzacji toczą także inne społeczeństwa i osłabiają inne państwa. Towarzyszy im postępująca radykalizacja zarówno postaw wyborców, jak i komunikatów wysyłanych do nich przez polityków. Gdziekolwiek skierujemy swój wzrok (na Stany Zjednoczone, postbrexitowską Wielką Brytanię, Hiszpanię, Włochy czy większość krajów UE), widzimy tam, że obywatele demokratycznych państw zaczynają się nienawidzić, życzyć sobie jak najgorzej oraz wyzywać się nawzajem od zdrajców i zaprzańców.

Dodatkowym elementem tych zimnych wojen domowych jest coraz większe rozmiłowanie w języku nienawiści, w wulgarnych epitetach czy radykalnych hasłach (powszechnie uważa się, że w pierwszej turze francuskiej elekcji prezydenckiej ponad połowa głosów została oddana na kandydatów prawicowych, ale także lewicowych, których można w klasycznych politologicznych kategoriach opisać jako radykałów czy nawet ekstremistów).

Polityka 17.2022 (3360) z dnia 19.04.2022; Komentarze; s. 8
Reklama