Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Ciepła woda w kranie? Trzeba do niej dodać procentów

Donald Tusk w Sejmie, konferencja w sprawie afery podsłuchowej Donald Tusk w Sejmie, konferencja w sprawie afery podsłuchowej Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Nudna i ciepła woda Donalda Tuska okazała się rezygnacją ze świadomego przywództwa, które by tłumaczyło ludziom szybko zmieniający się świat.

„Jestem entuzjastą programu »ciepłej wody w kranie«” – pisze prof. Maciej Michalik w „Gazecie Wyborczej” i oczywiście tytuł od razu zwraca uwagę. Profesor jest wrogiem pisowskich igrzysk; ma wielką nadzieję, że zbliżają się do końca. I oczywiście takie pragnienie (choć z tą nadzieją gorzej) podzielam, ale bardzo się boję, że ciepła woda nie zmyje do zlewu groźnych pisowskich igrzysk politycznych. Wyjaśnienie tej obawy poprzedzę zreferowaniem treści artykułu profesora (z natury rzeczy muszę uprościć).

Hartman: Jak oni wiecują, czyli pojedynek Tuska z Kaczyńskim na odległość

Niebezpieczna pochwała nudy

Maciej Michalik chwali rządy Donalda Tuska, zwłaszcza że ich program nie zawierał fanfaronady, nie obiecywał największego lotniska na świecie, przekopania mierzei, miliona samochodów elektrycznych, czternastek i powszechnego dobrobytu. „Nie wmawiał źle wykształconym i nieporadnym, że są solą tej ziemi” – pisze profesor i ocenia, że program Tuska był nudny jak flaki z olejem, ale jedyny możliwy dla Polski, „zrywający z tymi żałosnymi cechami Polaków, które Polskę trzymały w zaścianku i na prowincji Europy”. Porównuje ten program do nudnych dokonań króla Kazimierza, który nie puszył się, nie machał mieczami, tylko budował i wiele zdziałał tym „nudnym budowaniem, nudną pracą”. Szkoda, że prof. Michalik nie zacytował jeszcze opinii Tuska, że „jak ktoś ma wizję, niech idzie do lekarza”.

Taka pochwała nudy jest niebezpieczna. Nie tylko dzieci, ale i dorosłych – kiedy się nudzą – można skusić igrzyskami i łatwo to się Kaczyńskiemu udało. A nawet ciągle udaje, choć wymyśla coraz bardziej karkołomną ekwilibrystykę z dawaniem w szyję i skreślaniem rakiet Patriot jako jedynie estetycznej ozdoby. Po zwycięstwie PiS w 2015 r. zbyt łatwo poszła Kaczyńskiemu demolka Trybunału Konstytucyjnego, trójpodziału władz, nękanie niezależnych sędziów i w ogóle łamanie praworządności. Zbyt łatwo my, Polacy, pogodziliśmy się z tym, że same szlachetne słowa: prawo i sprawiedliwość, zostały brutalnie zawłaszczone i przeinaczone w nazwę partii Kaczyńskiego, który wielokrotnie publicznie drwił z samej koncepcji podziału władz. Owszem, były protesty, ale rachityczne. Jak to się dzieje, że premier kraju może twierdzić, że nie ma definicji praworządności, i bezkarnie obrażać sędziów?

Czytaj też: Wywoływanie Tuska z lasu. PO dostała od TVP złotą rózgę

Polska powinna być praworządna sama z siebie

W ciepłej wodzie przed laty zgubiła się troska o wychowanie obywatelskie i prawdziwe zainteresowanie kulturą. Mało kto, poza specjalistami, rozumiał w Polsce fundamentalne znaczenie podziału władz, niezależności sądów, niezawisłości sędziów oraz wolności prasy. Chyba w programach szkół nikt tego klarownie nie tłumaczy, szczególnie gdy wiedza o społeczeństwie została zastąpiona przez HiT ministra Przemysława Czarnka.

Nawet teraz mnie razi słuszna i z pozoru niewinna argumentacja na rzecz pozyskania miliardowych funduszy unijnych: że przecież sam Mateusz Morawiecki się zobowiązał w Brukseli do realizacji kamieni milowych, albo że trzeba przestrzegać praworządności, bo Polska wstępując do Unii, zgodziła się na takie zasady. Otóż Polsce praworządność i demokracja są potrzebne nie dlatego, że zasady i warunki narzuca Bruksela, lecz dlatego, że Polska powinna być praworządna sama z siebie. Dlatego, że sami chcemy takiej Polski i te zasady są zapisane w naszej własnej konstytucji. Powinny być przestrzegane nawet wtedy, gdyby Unia w ogóle nie istniała.

Czytaj też: Za twardy elektorat opozycji?

Zrezygnowaliśmy ze świadomego przywództwa

À propos ciepłej wody w kranie i nudy programu Tuska – wspomnę pewne zdarzenie ze wspaniałym reżyserem Jerzym Gruzą, którego chciałem pozyskać do programu telewizyjnego z wykorzystaniem ówczesnego równie wspaniałego kabaretu Mumio. To było ćwierć wieku temu, ale dobrze to zapamiętałem. Gruza zaskoczył nas zebranych dziwaczną uwagą, że jedynym prawdziwym i godnym słuchania radiem w Polsce jest Radio Maryja. Mówił pół żartem, ale i pół serio. Twierdził, że tylko u Rydzyka słyszy o arcyważkich tematach: po co istniejemy, co ma jaki sens i wartość i w ogóle o co powinniśmy w życiu zabiegać. Nie mówił, że się z tym, co słyszy w Radiu Maryja, zgadza, ale że na pewno nie ma tam tylko ciepłej wody, lecz są procenty.

Można tak jak prof. Michalik chwalić nudną i ciepłą wodę Tuska. Ale trzeba widzieć też, że dawniej okazała się rezygnacją ze świadomego przywództwa, które by tłumaczyło ludziom szybko zmieniający się świat narastających dyktatur – i dlatego obrona demokracji jest pilnym, codziennym zadaniem.

Czytaj też: Czy Tuskowi opłacił się zwrot w lewo?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną