Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Wojciech Kałuża w zarządzie JSW. Myśli Kaliguli i Lenina wiecznie żywe

Wojciech Kałuża Wojciech Kałuża Maciej Jarzębiński / Forum
Wojciech Kałuża będzie jednym z sześciu członków zarządu JSW. Szkód wielkich spółce nie wyrządzi, nowej kopalni nie wybuduje, bo po co, a swoje zarobi. PiS pamięta o oddanych kadrach, a kadry, jak mawiali klasycy, decydują o wszystkim.

Wprawdzie PiS stracił pod koniec listopada samorządową władzę nad Śląskiem, ale zachował ją w wielkich państwowych firmach. A że wdzięczność partii Jarosława Kaczyńskiego nie zna granic i kordonów kompetencji, to wiceprezesem Jastrzębskiej Spółki Węglowej ustanowiono – bez żadnych trybów konkursowych – Wojciecha Kałużę.

Wojciech Kałuża. To mu się należy!

Tak, tak – to ten sam Kałuża, do niedawna wicemarszałek województwa, który cztery lata temu podał prawym, sprawiedliwym i uczciwym aż do bólu śląski region na tacy (w koalicji PiS plus Kałuża). W JSW prawnik i politolog z wykształcenia będzie wiceprezesem ds. rozwoju. Związkowcy z Sierpnia ′80, a są w spółce mocną firmą, prognozują jego najbliższą pensję na 60–80 tys. zł, i tak będzie co miesiąc. Plus stosowne premie, plus nagrody z zysku i plus inne plusy. Bo w węglowych spółkach ciągle obowiązuje znany cymes: „Ty mnie nie pytaj, ile zarabiam, tylko co z tej posady mam”.

A zysk w roku rzucenia Kałuży na węgiel będzie w historii JSW niebywały, szacowany gdzieś na 10 mld zł. I żeby było jasne – w działalności spółki, która poprzednie lata kończyła miliardowymi stratami, nie zdarzył się żaden cud, to wszystko dzięki tegorocznym cenom węgla koksowego i samego koksu. I tym samym za jeden miesiąc pan Wojciech, który po zmianie władzy w sejmiku śląskim zadeklarował, że zapisze się do PiS, będzie zarabiał prawie tyle co wicemarszałek w pół roku. No i powiedzmy sobie: czy mu się to po prostu nie należy? A jakże, należy!

Jakoś ta nominacja nie zaskakuje Bogusława Ziętka, szefa Sierpnia ′80: „Skoro cesarz Kaligula (12–41. rok nowej ery – JD) chciał zrobić ze swojego konia konsula, to kto zabroni PiS powołać na wiceprezesa gigantycznej spółki kogoś takiego jak Kałuża?”. Przewodniczący Ziętek jeszcze zauważa, choć upierdliwie i całkiem niepotrzebnie, że jak przed czterema laty Kałuża opuścił Koalicję Obywatelską i wsparł PiS w sejmiku wojewódzkim, to jego żona dostała dobrą posadę w JSW. „Mamy więc dowód, że partia Jarosława Kaczyńskiego konsekwentnie realizuje program »Rodzina na swoim«” – odnotowała katowicka „Gazeta Wyborcza”.

A co do wierzchowca na szczytach władzy, to jeśli polegać na historycznym przekazie, Kaligula najpierw ustanowił swojego konia Incitatusa senatorem, a dopiero później, uznając, że to za niska godność, chciał mianować go konsulem. Niestety, nie zdążył...

Czytaj też: Radny Kałuża. Żory płoną ze wstydu

PiS pamięta o kadrach

Broń Boże nie jest to żadna aluzja do nowej posady Wojciecha Kałuży. Chciałbym też od razu uspokoić, że nie będzie ona miała wielkiego wpływu na wydobycie węgla i bezpieczeństwo pracy pod ziemią*. Za te priorytety odpowiada, według prawa górniczego, kierownik ruchu kopalni, zwykle jej dyrektor. Kałuża znalazł się w zarządzie JSW, a więc w ciele, które zarządza. Może co najwyżej mieć wpływ na nominacje dyrektorów kopalni i być może sam nie wierzy, że może aż tyle. Będzie też mimo woli mocno wyrazistą twarzą giełdowej jastrzębskiej spółki – niemal jakimś swoistym, nomen omen, jastrzębiem – którą po latach tłustych mogą czekać chude, jak tylko koniunktura na węgiel i koks padnie.

Póki co życie pokazało, że w czasach trudnych tacy ludzie są na miarę złota. Oczywiście dla PiS. Chyba że jego karierę w górnictwie – na którym zna się tak bardzo jak zasiadający w rzymskim senacie Incitatus na polityce – przerwie toczące się prokuratorskie śledztwo w sprawie malwersacji w Funduszu Górnośląskim, „śląskiej skarbonce”, który podlegał właśnie wicemarszałkowi Kałuży. A to już może sprawa dla... prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Być może, żeby nie było.

Tymczasem Wojciech Kałuża będzie jednym z sześciu członków zarządu JSW. Szkód wielkich spółce nie wyrządzi, nowej kopalni nie wybuduje, bo po co, a swoje zarobi. PiS pamięta o oddanych kadrach, a kadry, jak mawiali klasycy, decydują o wszystkim. Jeden z nich (Lenin) rzekł kiedyś, że w naszym nowym ustroju nawet sprzątaczka może rządzić państwem – co akurat, sto lat później, w kraju nad Wisłą nie jest niemożliwe.

Czytaj też: Baronkowie Kaczyńskiego. Prezes uwielbia mieszać w partii

In vitro wraca na Śląsk

Trzymając kciuki za górniczą karierę pana Wojciecha, należy z troską zauważyć, że na innych odcinkach śląskiej polityki po odsunięciu PiS od lokalnej władzy nie dzieje się najlepiej. Do tego nie po linii i nie po myśli śląskiego Kościoła. Wyobraźcie sobie, że sejmik wojewódzki w nowym rozdaniu i wydaniu przyjął uchwałę o wsparciu programu in vitro dla mieszkańców województwa. In vitro to dziecko, a dziecko to miłość – podnosili radni. Również ci, którzy kilka miesięcy temu odmówili prawa takiej procedurze zapobiegania niepłodności. Za było 27, przeciw dziewięciu, jedna osoba wstrzymała się od głosu. Warto zauważyć, że w 45-osobowym sejmiku PiS ma teoretycznie nadal 18 szabel. W tym pana Wojtka.

Program leczenia niepłodności został rozpisany na cztery lata i przeznaczono na niego 20 mln zł. Mało jak na śląskie potrzeby... Trzeba jednak wiedzieć, że to program samorządu wojewódzkiego, pierwszy taki w kraju – bo miejskie programy in vitro mają się od lat całkiem dobrze. Jak wiadomo, ale wciąż warto przypominać, pierwsza wsparła in vitro Częstochowa już dekadę temu. Pod czujnym, troskliwym okiem Czarnej Matki Boskiej, która wie, jakim cudem jest dziecko. A potem macierzyńskie dobro spod Jasnej Góry spłynęło na inne miasta: na Warszawę, Łódź, Rzeszów, Kraków, Sosnowiec... W uzasadnieniu uchwały czytamy, że według szacunkowych danych niepłodność, uznawana przez Światową Organizację Zdrowia za chorobę społeczną, dotyka w Polsce ok. 1,5 mln osób, a blisko 30 tys. par rocznie wymaga leczenia metodą in vitro.

Czytaj też: PiS jeszcze nie przegrał. Przedwczesna euforia jest groźna

Porobiło się na Śląsku i jeszcze porobi

Tym razem, póki co, nie było ze strony PiS słychać donośnego głosu radnej Jadwigi Baczyńskiej, która parę miesięcy temu przyrównywała tę metodę zapłodnienia do zbrodni hitlerowskich Niemiec: „Metoda wiąże się z eliminacją jednostek słabszych. Taką eliminację historia już poznała w latach 30. poprzedniego wieku, z naciskiem na 1939 r.”.

Teraz uchwałę o in vitro wspierała posłanka Monika Rosa, liderka śląskiej Nowoczesnej. Mówiła, że program jest odpowiedzią na problemy 15–20 proc. par w wieku prokreacyjnym, które nie mogą doczekać się potomstwa: „Dla nich in vitro to jedyna metoda, aby mieć dziecko. In vitro to dziecko. In vitro to przede wszystkim miłość. Miłość, a nie polityka”.

No proszę, a nie minął jeszcze miesiąc od przewrotu na Śląsku... Ale się porobiło! I się jeszcze porobi. Wystarczyło tylko, że pan Wojtek poszedł do zarządu JSW, największego w Europie producenta węgla koksowego i koksu. Został wyróżniony, ale nie pytajmy, za co...

* Okręgowy Urząd Górniczy w Rybniku wydał zgodę na wznowienie akcji ratowniczej w kopalni Pniówek należącej do JSW. W kwietniu br. doszło w niej do serii wybuchów metanu, prawie kilometr pod ziemią. Zginęło wtedy dziewięciu górników, a 30 zostało rannych. W odciętych przez pożar wyrobiskach zostało siedmiu górników – wciąż mają status zaginionych. OUG uznał, że pożar został ugaszony, ale jeszcze nie wiadomo, kiedy ratownicy ruszą po ciała kamratów. Należy żywić nadzieję, że ich górnicze szczęście gruchnęło w momencie wybuchu, że nie cierpieli ani sekundy. I że teraz znowu są szczęśliwi.

Czytaj też: PiS traci śląski sejmik. Zmiana wiatru w polityce?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną