Wyrażenie to, nieco perwersyjnie, zrosło się w mojej głowie z miłym męskim głosem Władysława Kosiniaka-Kamysza, jednak można je zasłyszeć także w innych wykonaniach, stanowi bowiem żelazny punkt w repertuarze politycznej konserwy. Do tego stopnia, że osobom spoza tego kręgu trudno zrozumieć, co właściwie oznacza. Gdyby sądzić jedynie na podstawie intonacji, z jaką się je zwykle wypowiada, odnosiłoby się do czegoś nieprzyzwoitego, zasmucającego i zarazem niezmiernie kłopotliwego. Z kolei konteksty, w jakich się najczęściej pojawia, odsyłają – ciepło, ciepło – do kobiet, queerów i przerywania ciąży, co znacząco zawężałoby pole poszukiwań. A zatem, dedukuję metodą Sherlocka Holmesa, „kwestią światopoglądową” byłby każdy przejaw radości z ciała i osobistej wolności, który przyprawia o bezsenność prawicowych mężów dzierżących stery państwa?
Niestety słownik języka polskiego nie potwierdza mojej intuicji. Według Witolda Doroszewskiego „światopogląd” oznacza po prostu „zespół czyichś poglądów na świat i na życie, wpływający na jego zachowanie”. O seksie, aborcji i małżeństwach jednopłciowych odnośne hasło milczy. Okazuje się, że światopogląd wcale nie dotyczy wybranych kontekstów, które nie leżą Szymonowi Hołowni. Obejmuje, by tak rzec, całokształt naszych poglądów na całokształt.
W oczywisty sposób wpływa na nasze postawy i decyzje w odniesieniu do spraw, takich jak: gospodarka, obronność, edukacja, podatki czy redystrybucja. Problemy opodatkowania przedsiębiorców, usług publicznych, profilu edukacji państwowej czy hierarchii priorytetów w ogólnokrajowym budżecie zależą od naszego poglądu na świat nie mniej niż wyobrażenia na temat modelu rodziny czy zakresu praw kobiet, i polaryzują nas w nie mniejszym stopniu.