W jedności bezsiła
Kaczyński zaklina rzeczywistość, próbuje starych manewrów. „Tak otwartej wojny w PiS nie pamiętam”
Dzień po noworocznym spotkaniu kierownictwa partii i klubu, które odbyło się 7 stycznia, pytamy jednego z doświadczonych polityków PiS, czy udało się załagodzić konflikt, który rozrywa partię od środka. – Tak otwartej wojny nie pamiętam, ale prezes zastosował starą strategię – wyczekać, dać się wyszczekać, ściągnąć lejce i zjechać wszystkich po równo, a na zewnątrz ogłosić jedność. Teraz obserwuje, a ten, kto zaatakuje pierwszy, będzie uznany za rozłamowca i poniesie konsekwencje. Ktoś inny pociesza się, że lepiej, że to dzieje się teraz niż pod koniec tego roku, kiedy będą już na pełnej parze wchodzić w kampanię wyborczą.
Na 7 stycznia prezes zwołał najpierw spotkanie wiceprezesów partii, czyli PKP (Prezydium Komitetu Politycznego), a na wieczór klub PiS w podwarszawskim Sękocinie. Po pierwszym zgromadzeniu na Nowogrodzkiej stanął z partyjną elitą za plecami i wygłosił oświadczenie. Oznajmił, że partia będzie pracowała nad programem i „z całą pewnością nie będą to dyskusje, które będą miały cokolwiek wspólnego z jakimiś napięciami, nie mówiąc już o rozłamach w partii”. Podkreślił, że „to są marzenia naszych przeciwników, te marzenia się z całą pewnością nie spełnią”. Ważny polityk PiS mówi, że ta jedność to dziś największe marzenie prezesa, ale na ten moment nie ma wcale pewności, czy się spełni.
Dawno publiczność nie uświadczyła ze strony PiS takiego wywlekania partyjnych brudów, wzajemnego obrzucania się błotem i publicznych ataków. W mediach tradycyjnych i społecznościowych od kilkunastu tygodni trwała jazda bez trzymanki. I prezes najwyraźniej stracił nad tym panowanie. To nie tylko spór personalny, ale też o kierunek programowy, w którym ma zmierzać PiS. Wiadomo, że na koniec dnia chodzi też o to, kto zostanie premierem, jeśli wygrają wybory, i kto przejmie schedę po Jarosławie Kaczyńskim.