Osieroceni
Osieroceni. Polska 2050 wydaje się dziś zbędna. Czy powrót z dna jest jeszcze możliwy?
Wynik rywalizacji o przywództwo w Polsce 2050 do samego końca pozostaje niepewny. Zgodnie z oczekiwaniami sobotnią pierwszą turę wygrała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, chociaż było to zwycięstwo pyrrusowe, gdyż faworytce zabrakło 8 pkt proc. do zdobycia większości. Następna w stawce Paulina Hennig-Kloska uciułała dwa razy mniej głosów, ale jej widoki na sukces urosły, gdyż to właśnie tę kandydatkę poparli pretendenci, którzy już odpadli: Joanna Mucha, Ryszard Petru oraz niszowy kandydat Rafał Kasprzyk.
Druga tura została unieważniona z powodu „problemów technicznych”. Wyniki nie były sprawdzane, komisyjnie je usunięto. Rada Krajowa Partii ma wyznaczyć nowy termin dogrywki, w której spotkały się Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska.
Ktokolwiek wyjdzie z tej rywalizacji zwycięsko, będzie miał teraz ostro pod górkę. Nie tylko z powodu ogólnie złej kondycji Polski 2050, która osiadła na sondażowych nizinach i wydaje się właściwie zbędna na dzisiejszej scenie. Wewnętrzne wybory dodatkowo teraz potwierdziły, że tej formule politycznej dramatycznie brakuje poczucia sensu. Do tej pory spajało ją charyzmatyczne przywództwo Szymona Hołowni, a kiedy lidera zabrakło, znajdujący się dotąd w cieniu spadkobiercy rzucili się sobie do gardeł. Partia wychodzi z tej próby głęboko podzielona, być może na krawędzi rozpadu.
W oficjalnej debacie sprzed pierwszej tury cała piątka kandydatów co prawda spijała sobie z dziubków, deklarując przyszłą współpracę. Ale już wtedy było wiadomo, że to tylko fasada dla ostrej, momentami brutalnej rywalizacji. Do mediów wyciekały listy partyjnych działaczy, których rzekomo zatrudniała kierująca resortem funduszy Pełczyńska-Nałęcz, co miało ją kompromitować, gdyż jednym z partyjnych sloganów jeszcze z epoki Hołowni było wystawianie na zewnątrz „kuwet dla tłustych kotów”.