Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Prawo, nie koncert

Wielu prawicowych polityków dziś przyklaskuje Trumpowi, tak jak sanacja radowała się z niszczenia ładu wersalskiego. Obyśmy nie pożałowali tego tak szybko jak wtedy.

Dawno temu, kiedy byłem jeszcze tzw. młodym obiecującym dziennikarzem, zrobiłem wywiad z Johnem Boltonem, ówczesnym czołowym przedstawicielem obozu „jastrzębi” w Partii Republikańskiej, popularnie zwanych neokonami. Powiedział mi coś, co mnie zmroziło, i pewnie dlatego dobrze to zapamiętałem – że jego zdaniem mówienie o „prawie międzynarodowym” jest błędem, można najwyżej mówić o „zwyczajach międzynarodowych”. Prawa międzynarodowego jako takiego nie ma, więc nie można go też złamać, można najwyżej popełnić międzynarodowe faux pas.

Bolton za poprzedniej kadencji Donalda Trumpa był przez chwilę jego doradcą, teraz jest jego przeciwnikiem. Przychodzi mi na myśl doktor Frankenstein przerażony swoim Monstrum, bo wygląda na to, że Trump doprowadził idee neokonów do ich logicznej konkluzji. Nie zamierzam bronić Maduro, tak jak przedtem nie zamierzałem bronić Hamasu, ale w czasach Trumpa rzeczywiście trudno już mówić, że jeszcze jest jakiś prawny ład międzynarodowy. Są tylko obyczaje, w dodatku wielokrotnie podeptane licznymi faux pas w wojskowych buciorach.

Niniejszy felieton będzie więc epitafium dla tej pięknej idei, która co jakiś czas się odradza, by potem znów zaniknąć. Dane nam było żyć w czasach jej szczytowego rozkwitu, gdy w latach 90. powołano po raz pierwszy od czasów procesów norymberskich tymczasowe trybunały do spraw sądzenia zbrodni wojennych w Jugosławii i Rwandzie, ICTY i ICTR, a w 2002 r. – stały Międzynarodowy Trybunał Karny (ICC), który Trump obłożył sankcjami i zamierza zniszczyć. To z tej okazji rozmawiałem z Boltonem, w ramach dziennikarskiej tradycji przedstawiania dwóch punktów widzenia – za i przeciw. Głosem przeciw był Bolton, głosem za – działacz na rzecz praw człowieka Aryeh Neier.

Polityka 4.2026 (3548) z dnia 20.01.2026; Felietony; s. 88
Reklama