Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Trzeba było Dody?

Doda Doda Instagram

Patoschronisko w Sobolewie, o którym pisaliśmy w nr. 3, zostało zamknięte decyzją Powiatowego Lekarza Weterynarii. W sobotę – gdy pod schroniskiem trwał kolejny obywatelski protest; i dwa dni po tym, gdy do Sobolewa przyjechała Doda. To jej internetowe zasięgi spowodowały, że podjęto decyzję o zamknięciu schroniska. Dorota Rabczewska na początku stycznia zainicjowała „Hot as Ice challenge”. Wystąpiła z apelem do influencerów i zachęcała osoby publiczne do odwiedzania schronisk i wsparcia psów szczególnie narażonych na zimowe warunki. Zawiozła ubranka dla zwierząt i – jak stwierdziła – „wdepnęła w g…”. Od tego zaczęła się jej krucjata. 16 stycznia pojawiła się w Bytomiu i temat schroniska mordowni rozgrzał internet do czerwoności. Po wizycie piosenkarki prezydent miasta Mariusz Wołosz rozwiązał umowę z prowadzącym schronisko – jeszcze przed włączeniem się Dody w sprawę prokuratura wszczęła śledztwo.

Rabczewska poszła za ciosem i pojechała do opisanego przez POLITYKĘ (w tekście „Patoschroniska dla zwierząt. Psom w kojcach sterczą żebra, wystają kości. Kiedy to się skończy?”) patoschroniska w Sobolewie nazwanego – o ironio – „Happy Dog”. I od wójta gminy Macieja Błachni zażądała wypowiedzenia umów na prowadzenie schroniska i dzierżawę gruntu. Dzień po Dodzie w Sobolewie pojawiła się kolejna celebrytka Małgorzata Rozenek-Majdan. Tego samego dnia poseł Litewka zaoferował wójtowi 100 tys. zł dla gminy, jeżeli rozwiąże umowę do końca stycznia. Jednak wójt był nieugięty: dopóki Marian D. nie usłyszy wyroku skazującego za znęcanie się nad zwierzętami, będzie prowadził schronisko.

Polityka 5.2026 (3549) z dnia 27.01.2026; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 6
Reklama