Epopeja z ucieczką Zbigniewa Ziobry przed wymiarem sprawiedliwości ma i humorystyczny aspekt. Wśród osadzonych pojawił się żart, że Ziobro poprosił o azyl, ponieważ wystraszył się… rachunków za prąd. W żarcie jest nieco prawdy, bo to był pomysł Ziobry, żeby osadzeni płacili za prąd w czasie odsiadki. A że skala zatrudnienia osadzonych pozostawiała wiele do życzenia, można było wyjść zza krat z długami.
9 grudnia 2022 r. minister Ziobro podpisał rozporządzenie ws. „wysokości zryczałtowanej miesięcznej opłaty związanej z użytkowaniem w celi mieszkalnej dodatkowego sprzętu elektronicznego lub elektrycznego”. A już 1 stycznia 2023 r. zaczęto naliczać osadzonym opłaty. Słowo „dodatkowe” może być mylące, bo dodatkowym urządzeniem w praktyce okazało się wszystko to, co nie jest czajnikiem elektrycznym. I jak przystało na opłatę wprowadzaną przez polityków z Solidarnej Polski, opłata również była solidarna. Wystarczyło, że jeden osadzony miał w celi telewizor, a płacić musieli wszyscy. Przy czym stawka pozornie nie była wygórowana, bo wynosiła 15 zł miesięcznie. W efekcie w czteroosobowej celi za jeden telewizor ściągano 60 zł. Jeśli w celi było jeszcze np. radio, nie podwyższało to opłaty.
Na pierwszy rzut oka pomysł można uznać za sukces. W 2024 r. z tego tytułu ściągnięto od osadzonych ponad 9 mln zł. W zeszłym roku o 200 tys. mniej. Głównie dlatego, że sukcesywnie zmniejszana jest, rozdęta za czasów rządów PiS, populacja osadzonych. Kwota wydaje się znaczna, dopóki nie zestawi się jej z kosztami obsługi systemu poboru i ściągania długów. – Zdarza się, że koszt korespondencji jest wyższy niż dług, który usiłujemy wyegzekwować – mówi nasz rozmówca z Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Opłaty rodzą również sporo napięć w samych celach, bo są skazani, którzy żalą się, że płacą, a nie oglądają.