W ostatnich miesiącach Grenlandia nie schodzi z czołówek światowych mediów, prezydent Donald Trump bowiem postanowił, że uczyni „ten wielki kawałek lodu” częścią Stanów Zjednoczonych. Strategiczne znaczenie Grenlandii dla zdolności obronnych USA jest oczywiste, podobnie jak surowcowe bogactwo drzemiące pod grubą warstwą lodu i skał. Jest jednak jeden mniej oczywisty powód, dla którego Trump tak bardzo pragnie Grenlandii.
Obsesją na tym punkcie zaraził go w 2018 r. Ronald Lauder, dziedzic kosmetycznej fortuny i przyjaciel Trumpa jeszcze ze szkoły. Lauder jest jednym z inwestorów grenlandzkiego sektora wydobywczego, obok m.in. Jeffa Bezosa z Amazona, Billa Gatesa z Microsoftu, Sama Altmana z OpenAI oraz Petera Thiela z Palantir Technologies. Skąd to zainteresowanie gigantów technologicznych terenem, co prawda zasobnym w minerały, jednak niezwykle trudnym z punktu widzenia efektywności wydobycia? Otóż wyjaśnieniem może być projekt Praxis, wspierany przez Thiela i innych technoproroków, postrzegających siebie jako rewolucjonistów i mesjaszów nowego świata. Marzą oni o budowie tzw. freedom cities, miast-start-upów, niezależnych od państw i jakichkolwiek ograniczeń.
Dryden Brown, współzałożyciel Praxis i piewca „odnowy cywilizacji zachodniej” w Deklaracji wzlotu, dokumencie założycielskim Praxis, napisał górnolotnie: „Tak jak królowie-wojownicy niegdyś poszukiwali Świętego Graala, tak i my zbudujemy imperium, w którym prawdziwa moc płynie z heroicznej odwagi i harmonii z boskim porządkiem”. W listopadzie 2024 r. Brown triumfalnie ogłosił na portalu X: „Przyjechałem na Grenlandię, żeby ją kupić”. Zdecydowana odmowa ze strony zarówno duńskiego, jak i grenlandzkiego rządu spowodowała, że hojni sponsorzy kampanii Trumpa wzmocnili presję na świeżo wybranego prezydenta USA.