Tyle osób zginęło lub zostało poważnie rannych w wyniku działań myśliwych od 2015 do 2025 r. Właśnie ruszył proces jednego z tych myśliwskich „wyborowych strzelców”, który zabił 21-letniego żołnierza na poligonie i jak wyjaśniał, był przekonany, że strzela do… szopa. Najczęściej myśliwi „mylą” człowieka z dzikiem. Jak w 2025 r. w powiecie lubartowskim, gdy zabili wychodzącego z domu na swojej posesji 60-latka (co więcej, w polowaniu uczestniczyło 12-letnie dziecko). Absurdalne tłumaczenie z szopem prawdopodobnie ma zapobiec kolejnemu zarzutowi – kłusownictwa, bo do gatunków inwazyjnych obcych można strzelać bez pozwolenia.
Ostatnia ofiara myśliwego to dwuletnia dziewczynka postrzelona w stopę. Lekarze uratowali jej nogę, ale prawdopodobnie ze skutkami tego postrzału będzie musiała się zmagać przez całe życie. Prokuratura w Szczytnie prowadzi postępowanie w kierunku narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Oskarżonym będzie dziadek dziewczynki, 51-letni myśliwy, który wrócił z polowania i zostawił naładowany sztucer w korytarzu. Grożą mu trzy lata więzienia. Po wypadku broń zabrali policjanci z komendy w Szczytnie. Po kilku dniach sztucer (którego dalej nie rozładowano) wystrzelił samoistnie w jednym z policyjnych pomieszczeń. Wygląda na to, że dziecko nie musiało nawet dotykać broni dziadka.
Tymczasem myśliwi nie ustają w wysiłkach, by dzieci mogły znów brać bierny udział w polowaniach, co jest zakazane od ośmiu lat. Konfederacja złożyła projekt nowelizacji prawa łowieckiego uchylającego ten przepis. Konfederata i zarazem prezes Naczelnej Rady Łowieckiej Marcin Możdżonek twierdzi, że taki zakaz łamie konstytucyjne prawo myśliwych do wychowywania dzieci zgodnie z naszym przekonaniem, z tradycją. – Przecież to właśnie konstytucja w art.