Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Serial o Epsteinie

W serialu o Epsteinie fascynuje mnie przede wszystkim to, że główny bohater był ewidentnie kompletnym głupkiem. Pisał maile jak funkcjonalny analfabeta.

Opublikowano na razie tylko ułamek procenta archiwów Jeffreya Epsteina, jesteśmy więc jak w połowie serialu, gdy wśród fanów krążą szalone teorie na temat tego, jak to wszystko się skończy. Oby to nie był jeden z tych modnych ostatnio seriali, w których w finale nic się nie wyjaśnia, bo ktoś zniszczył dowody, tajne służby ukręciły śledztwo, główny bohater znika bez śladu. Mam nadzieję na smakowity ostatni odcinek, w którym poznamy pozostałe 99 proc. i ktoś wreszcie pójdzie siedzieć.

W serialu o Epsteinie fascynuje mnie przede wszystkim to, że główny bohater był ewidentnie kompletnym głupkiem. Pisał maile jak funkcjonalny analfabeta, posługujący się półsłówkami, sadzący błąd ortograficzny za błędem interpunkcyjnym, niezdolny do skomponowania poprawnego zdania. To szczególnie zabawne w świetle tego, że przyjaźnił się z wieloma intelektualnymi celebrytami.

Ach, ilu w tych archiwach mamy myślicieli, filozofów, mistyków (w tym szarlatan Deepak Chopra, którego hejtuję od lat za lansowanie już nie tylko oszukańczej „medycyny alternatywnej”, ale wręcz alternatywnej mechaniki kwantowej). Ilu profesorów, rektorów nawet! Wszyscy usprawiedliwiają się teraz, że Epstein uwodził ich swym otwartym umysłem. No cóż, gdy czytamy te maile, to wyraźnie widać, że nie chodziło tu o mózgi, raczej o inne części ciała. Często zaś po prostu o portfele. Wygląda na to, że Epstein płacił „zaprzyjaźnionym” intelektualistom za promowanie interesujących go punktów widzenia.

W kręgu Epsteina znalazły się sławy takie jak Lawrence Krauss, Richard Dawkins, Steven Pinker, ale także mniej znani naukowcy, jak socjobiolog Robert Trivers, który początkowo słynął głównie z tego, że w 2015 r. z hukiem odszedł z Rutgers University w New Jersey. Akta Epsteina zwiększą jego rozpoznawalność, ale chyba nie tak, jak marzył.

Polityka 8.2026 (3552) z dnia 17.02.2026; Felietony; s. 88
Reklama