Każdy z nas wstydzi się trzech rzeczy: że nie jest ładny, że za mało wie i że nienajlepiej radzi sobie w życiu. Początek powieści Małgorzaty Halber „Najgorszy człowiek na świecie” świetnie podsumowuje zestaw ludzkich lęków. Autorka pokazuje, jak kompleksy z tylnego siedzenia kierują naszą codziennością, paraliżują, wpędzają w nieustanną rywalizację. Cel i tak pozostaje nieosiągalny, bo nie istnieje definicja „dobrego radzenia sobie”. Dla jednych będzie to minimum, przysłowiowe „żebyś miał co do garnka włożyć”, dla innych willa na Malediwach i konto w Szwajcarii.
Niektórzy wypisują się z wyścigu i celebrują bycie „przegrywem”. W książce „Przedziwna sztuka porażki” Jack Halberstam pokazuje, że może być ona czymś więcej niż wstydliwym potknięciem na drodze do sukcesu. To świadome zejście z trasy, którą wyznaczają obsesja produktywności, kult kariery i przymus nieustannego rozwoju. W takim ujęciu porażką nazywa się brak ambicji, niedojrzałość, błądzenie czy oddawanie walki walkowerem. Halberstam przekonuje, że właśnie w tych stanach kryje się potencjał wolności.
W Anglii sugeruje się, by do podania o pracę wpisywać nie tylko sukcesy, ale i potknięcia. To podejście może podgryźć podstawy hierarchicznego świata. Na fali populizmu robimy bowiem krok wstecz i wracamy do darwinistycznych przepychanek – kampanię prezydencką wygrał nie kto inny jak amator boksu. W mediach społecznościowych powielamy bezustannie nieskazitelny obraz siebie – uśmiech, medal, pierwsze miejsce – nie ma innego scenariusza. Dlatego wiele osób się oburzyło, kiedy w ramach promocji filmu kręconego na podstawie „Lalki” Bolesława Prusa wykorzystano piosenkę Radiohead z lat 90. W utworze „Creep” podmiot liryczny nazywa się „przegranym odmieńcem”, który „nie pasuje do tego miejsca”, a chciałby być wyjątkowy.