Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Straż Graniczna rozbiła szajkę przemytników ludzi. Polska staje się dla nich eldorado?

Straż Graniczna Straż Graniczna Leszek Kotarba / East News
Pościg na ulicach Gdańska, przeszukanie aż 17 lokalizacji w województwie pomorskim. Konfiskata biżuterii, pieniędzy i „przedmiotu przypominającego broń palną”, jak informują służby prasowe MSW. A w tle może nawet dwa tysiące ofiar.

Z informacji udostępnionych przez Straż Graniczną i szefa resortu spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego wynika, że grupa była rozpracowywana od 2024 r. Do aresztowań doszło w kilku miejscach jednocześnie – na czele grupy stali Ukrainiec i Polak, ale związani z nią byli również obywatele m.in. Uzbekistanu. Najprawdopodobniej ich głównym obszarzem działalności była Ameryka Łacińska, gdzie rekrutowano osoby do pracy w Polsce.

Sam wątek latynoamerykański każe sugerować, że czymkolwiek tak naprawdę przestępcy zajmowali się w Polsce, raczej ani nie działali w pojedynkę, ani też nie wpadli na ten pomysł sami. Należy się spodziewać, że polskie służby rozmontowały tylko lokalną część międzynarodowej, znacznie poważniejszej operacji przemytniczej.

Czytaj też: W Polsce pracuje już milion cudzoziemców. Gruzini idą do magazynów. Azjatów chętnie biorą hotele

Polska, czyli handel ludźmi

Dotychczas, jak informuje Straż Graniczna, udało się ustalić tożsamość 50 ofiar – szacunki władz wskazują, że może być ich nawet 2 tys. Sposób działalności grupy opierał się na rekrutowaniu pracowników przede wszystkim w Kolumbii, możliwe, że działali też w innych krajach. Oferowano pracę zarobkową, załatwiano wszystkie formalności związane z wizą Schengen, choć często, jak w Polskim Radiu tłumaczył w piątek płk Tomasz Nowak z Komendy Głównej Straży Granicznej, poszkodowani byli przekonani, że praca czekać będzie na nich we Francji, Hiszpanii, Niemczech lub innych krajach Europy Zachodniej.

Reklama