Ustawa ustanawiająca finansową ścieżkę wykorzystania niemal 44 mld euro z unijnej pożyczki obronnej dla Polski trafiła z Sejmu do prezydenta i czeka na jego podpis. Po przegłosowaniu senackich poprawek, które wzmocniły nadzór nad procedurami oraz zagwarantowały spłatę pożyczek spoza budżetu MON, Karol Nawrocki może czuć się usatysfakcjonowany, ale tylko częściowo. Obóz prezydenta, a jeszcze bardziej PiS i Konfederacja, krytykują unijny mechanizm za rzekome zniewolenie Polski wieloletnimi pożyczkami: na rzecz Niemiec, pod dyktando Brukseli, która będzie je mogła cofnąć, gdy nie spodoba się jej polityka Warszawy, tak jak to było z KPO... Na nic wyjaśnienia rządu i oświadczenia generałów, że tańszej i szybszej ścieżki wzmocnienia polskiego przemysłu nie ma. Na nic zaprezentowana w ubiegły piątek lista projektów, nieujawniająca konkretnych liczb i zamówień, ale wyraźnie promująca firmy z Polski, nie zaś z Niemiec. Karol Nawrocki przez pośredników zapowiada kolejne konsultacje, ale jego obóz polityczny wciąż grzmi o zdradzie.
Weto, choć nieprzesądzone, wisi w powietrzu. Rząd uspokaja, że nawet na tak drastyczny scenariusz jest gotowy, choć nie obędzie się wtedy bez kosztów. Pożyczki z SAFE dlatego uzyskały osobny fundusz (FIZB) w osobnej ustawie, by „obsłużyć” poza MON również MSWiA i resort infrastruktury. Na ich cele ma pójść ok. 15 mld zł z przewidzianych 187 mld dla Polski.
Jeśli prezydent położy weto ustawie, zagwarantowane środki z pożyczek nie znikną, ale trzeba je będzie skierować do już istniejącego Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, co zdaniem rządu da się zrobić bez nowelizacji ustawy o obronie ojczyzny. Przepychance prawnej (ponieważ prawica zapewne zakwestionuje taki ruch) będzie towarzyszyć renegocjacja projektów z polskiej listy w Brukseli, bo w miejsce zadań pozaobronnych będą musiały wejść te rezerwowe, tylko dla MON.