Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Wiosna androidów

„Ile można z tą Polską” – myślałem, aż tu nagle (niby te przebiśniegi!) wychynęły przede mną inne widoki. I dalej była to bardziej Polska niż wiosna, a jednak powietrze jakby lżejsze.

Już od ponad stu lat życzymy sobie za Lechoniem, by wiosną wiosnę, nie Polskę, zobaczyć. Tymczasem nasz kraj dalej swoje. Odkręcasz kran, a tam (obok ciepłej wody) Polska. Wzuwasz buty i piją po polsku. Stało się coś, a Polacy za oknem śpiewają, że nic się nie stało. Rozpanoszyła się nam Polska, „na tysiączne się wiorsty rozsiadła”. W przededniu astronomicznej wiosny – a i w głębi wiosny nie tylko wonnej, ale i namacalnej – Polska działała na mnie jak baner reklamowy na remontowanym budynku mieszkalnym. Niby jakieś słońce, a wewnątrz ciemno i zimno. Ktoś na tym wszystkim zarabia, ale nie ty, pozostaje więc siedzieć w krypcie i czekać, aż to wszystko się skończy.

Człowiek by sobie pooglądał te wszystkie przebiśniegi, ba, nawet na inne „niespodzianki”, które wylazły spod śniegu, a których z grzeczności nie nazwę, by popatrzył. Przynajmniej miałby jakiś dowód, że to już, że ciemne wieki za nami. Zrazu przypomina mu się jednak, że nie wszyscy sprzątają po pieskach. I że za zwrócenie uwagi właścicielowi można oberwać „wiąchą” w najlepszym lub fangą w najgorszym wypadku. Trzeba jednak wytrwale próbować, żeby Polska była lepsza. W Polsce nic nie istnieje samoistnie, bez Polski.

Widziałem w przededniu wiosny rzeczy, którym my, ludzie, nie powinniśmy dawać wiary. Kingę Rusin, która odpowiadała na (podobno liczne) pytania, dlaczego nie było jej na rozdaniu Oscarów. Podkreślającą, że mogła być, bo miała liczne zaproszenia, ale nie pojechała. Widziałem jej byłego małżonka, który walczył o Europę za pomocą niebieskiej czapki, i jego adwersarzy walczących o brak Europy za pomocą czapki czerwonej. Zgodnie popierających jednak izraelskie ludobójs…, przepraszam, interwencje wojskowe skoncentrowane na walce z terroryzmem.

Polityka 13.2026 (3557) z dnia 24.03.2026; Felietony; s. 97
Reklama