Harcownik wyprowadzony w pole
Harcownik wyprowadzony w pole. Kaczyński tylko mami Czarnka mirażem premierostwa
Namaszczony przez Jarosława Kaczyńskiego na premiera Przemysław Czarnek dwoi się i troi, by zaprezentować się w nowej roli. Zachowuje się tak, jakby uwierzył, że zostanie szefem rządu. Może to zresztą tylko dobra mina do złej gry. Inteligentny człowiek musi przecież zdawać sobie sprawę, że czasy, w których Kaczyński arbitralnie nominował premiera, definitywnie się skończyły.
Przede wszystkim dlatego, że desygnowanie prezesa Rady Ministrów jest jedną z najważniejszych prerogatyw prezydenta (art. 154 konstytucji), której ambitny Karol Nawrocki na pewno nie wyrzeknie się tak łatwo jak potulny Andrzej Duda.
Na niekorzyść Kaczyńskiego świadczy też fakt, że jest on dzisiaj zaledwie cieniem potężnego prezesa partii, posiadającej po 2015 r. bezwzględną większość w Sejmie. Nawet gdyby prawicowo-nacjonalistyczna opozycja wygrała w 2027 r. wybory, co wcale nie jest przesądzone, to PiS, zdobywający w sondażach dwadzieścia kilka procent, skazany będzie na udział w rządzie koalicyjnym. W negocjowaniu jego składu nie będzie miał silnej pozycji. Brakuje mu bowiem, w przeciwieństwie do Konfederacji, swobody manewru, co Mentzen i Bosak bezlitośnie wykorzystają.
Dzielących rządowy tort może być zresztą więcej, bo wynik wyborów jest dzisiaj wielką niewiadomą. Jest natomiast pewne, że mniejsze partie będą pamiętały, jak marnie skończyły w przeszłości pisowskie „przystawki”. By uniknąć podobnego losu, zablokują hegemonistyczne zapędy Nowogrodzkiej. Właśnie takie jak aroganckie, bez żadnych konsultacji, obsadzenie przez Kaczyńskiego stanowiska szefa wspólnego rządu. Krótko mówiąc, koalicjanci zablokują Czarnka. Dopną swego, bo wesprze ich Nawrocki, który nie przepuści okazji, by pokazać, kto tu rozdaje karty. Prezes będzie musiał się ogarnąć.
Nasuwa się pytanie, czy Kaczyński, uchodzący za mistrza politycznych rozgrywek, nie zdaje sobie z tego sprawy?