Nie mogę nie zareagować na bezprecedensową kampanię nienawiści, a wręcz bunt rozpętany przez duchownych i świeckich antysemitów przeciw kard. Grzegorzowi Rysiowi i episkopatowi, którzy w 40. rocznicę odwiedzin Jana Pawła II w rzymskiej synagodze przypomnieli współczesne stanowisko Kościoła wobec judaizmu i Żydów, publikując list pasterski odczytywany 23 marca w kościołach w całej Polsce. List ten został zredagowany właśnie przez kard. Rysia i jego współpracowników, przez co nowy metropolita krakowski stał się głównym celem ataków.
Podobnych dokumentów było już kilka, choć trzeba przyznać, że „list Rysia” jest wyjątkowo jednoznaczny i dobitny. Wyjątkowa jest też reakcja księży i aktywnych w internecie katolickich integrystów. Media społecznościowe zalała powódź antysemickiej wrogości, tocząca wszelki śmieć przesądów, kłamstw i manipulacji, rodem z przedwojnia, a nawet ze średniowiecza. Z drugiego końca światopoglądowego spektrum, z przeciwległego chodnika ulicy Franciszkańskiej wołam więc do kardynała słowami solidarności i wdzięczności: dobrze czynisz, kardynale, i nie daj się!
Kardynał Ryś należy do wąskiej grupy duchownych katolickich, z którymi światek żydowski żyje na przyjacielskiej stopie. Niektórzy spośród nich są po prostu księżmi, jak ks. Wojciech Lemański, inni hierarchami, jak prymas Henryk Muszyński, nieżyjący już abp Józef Życiński („Żydziński”, jak mówią antysemici, a i my, dla żartu, tak mawiamy) albo właśnie kard. Ryś. Takich księży jest w Polsce kilkunastu i tylu zapewne znajdzie się religijnych Żydów zaangażowanych w dialog chrześcijańsko-żydowski. Najbardziej znanym spośród nich jest prof. Stanisław Krajewski. Wszystko to wszak razem wzięte stanowi maleńką niszę, nieporównywalną z rozległymi i pysznymi jaskiniami antysemickich fundamentalistów wyższego i niższego stanu duchownego.