Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Szwed is bad

Robert Lewandowski Robert Lewandowski Sebastian Frej / Getty Images

Po raz pierwszy od 2014 r. piłkarska reprezentacja Polski nie zagra na mundialu. Dwuetapowe baraże, które musiała pokonać w drodze do północnoamerykańskich mistrzostw świata, miały paradoksalny przebieg. Najpierw Polacy wygrali u siebie 2:1 z Albanią mecz, który powinni byli przegrać, bo w drugiej połowie rywale zmarnowali świetne okazje na prowadzenie. Ze Szwecją na wyjeździe biało-czerwoni zagrali z pomysłem, tempem i polotem w ofensywie, spychali gospodarzy do desperackiej obrony „Częstochowy”, ale i tak więcej goli stracili, niż strzelili. Skończyło się na 3:2.

W obu spotkaniach, jeśli chodzi o grę reprezentacji Polski, zgadzało się jedno: obrona była dziurawa jak sito, właściwie każdy składny wypad rywali pod naszą bramkę siał ciężki popłoch w defensywie, a Szwedzi z czterech sensownych akcji uszyli trzy gole. Selekcjoner Jan Urban ewidentnie stawia na grę „na tak”, uwolnił kreatywny potencjał zawodników takich jak Sebastian Szymański, Nicola Zalewski i Jakub Kamiński, ale ta do połowy pełna szklanka nie zagwarantowała sukcesu, gdyż nie została zrównoważona grą „na nie”: nieco brudną, ofiarną, w zwartych szeregach. Z drugiej strony trudno stawiać Urbanowi zarzut, że ustawia zespół tak, by strzelał bramki, i nie jest winą selekcjonera, że duet podstawowych obrońców Bednarek-Kiwior, teoretycznie rozumiejących się w ciemno (grają razem w FC Porto) popełnia szkolne błędy.

Nieobecność na mundialu wywołała debatę: czy lepiej grać ładnie, ale ryzykownie, czy jednak murować bramkę i ograniczać się do mitycznych kontrataków, trwać heroicznie do rzutów karnych, jednym słowem mordować futbol, jak miało to miejsce na poprzednim mundialu w wykonaniu reprezentacji dowodzonej przez Czesława Michniewicza. Na taką grę nie dało się patrzeć, no ale, powiadają cynicy, teraz w ogóle nie będzie kogo oglądać.

Polityka 15.2026 (3559) z dnia 07.04.2026; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 7
Reklama