Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Mój stary szlafrok

Uroczo naiwne są dylematy wczesnego kapitalizmu, w którym dokonuje się emancypacja smaku i ubóstwa. Kształcimy się, dorabiamy, kupujemy coraz więcej ładnych rzeczy i tak powinien się toczyć światek. Niestety, pod spodem czai się histeryczny niepokój.

Pierwszy raz widzę pana w szlafroku! – prawie wykrzyknęła sąsiadka.

– A myślała pani, że śpię w marynarce? – odburknąłem ze złością, ponieważ w środku golenia przypomniałem sobie, że zostawiłem samochód na kopercie wolnej do siódmej. A wiem, że minutę po rozbrzmiewają telefony straży miejskiej z informacjami o takich jak ja.

– Wygląda pan w nim… – zawahała się – jakoś tak bardziej ludzko.

Zatrzymałem się w pół kroku. – Co pani ma na myśli? Że w garniturze przestaję być człowiekiem?

– Jak każdy na stanowisku, nie wiadomo, kim pan jest. Dziura się panu robi, tu, z boku – pokazała palcem.

W domu spojrzałem z namysłem na szlafrok. Zielony materiał w kratkę na wysokości prawej kieszeni nie wytrzymał prasowania i zrobiły się dwie brązowe dziury. Dlaczego go nie zmieniam, choć stać mnie na nowy? Nie przedstawia dla mnie wartości sentymentalnej; nie jest markowy ani szczególnie ładny. Być może obawiam się tragikomicznego losu Diderota, który poniewczasie uświadomił sobie, jak brzemienna w skutki jest decyzja pozbycia się starego szlafroka:

W słynnym szkicu „Żale po moim starym szlafroku albo rada dla tych, którzy mają więcej smaku niż majątku” (1769 r.) dokumentuje narodziny „smaku”, rozumianego jako – na pozór – indywidualna wolność kupowania tego, co mi się podoba, zamiast trwać przy rzeczach, które przekazali nam przodkowie albo których używa większość naszej społeczności. Kiedy prawo do rzeczy i stylu życia zaczyna być powiązane nie z urodzeniem, lecz jedynie z pieniędzmi, mogę nareszcie swobodnie sięgać po to, co mi smakuje, podoba się, odpowiada mojemu gustowi, z którym się nie dyskutuje. Kto w takim razie mówi nam, co jest ładne, smaczne; co nam pasuje, a co nie?

Polityka 15.2026 (3559) z dnia 07.04.2026; Felietony; s. 90
Reklama