Wciąż brakuje wyraźnego potwierdzenia, kiedy i w jaki sposób rząd wdroży wyroki TSUE i NSA w sprawie zagranicznych aktów małżeństwa. Przypomnijmy: najpierw w listopadzie 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że Polska musi transkrybować akty małżeństw jednopłciowych zawartych w innych krajach UE. W pierwszej reakcji premier oznajmił: „Nie jest tak, że Unia Europejska może nam w tej sprawie cokolwiek narzucić”. Kilka miesięcy później, w marcu br., jego argument stracił na mocy, bo tym razem polski sąd (NSA) zobowiązał urząd stanu cywilnego do wydania aktu małżeństwa Jakuba i Mateusza, którzy pobrali się w Niemczech. USC musi teraz tę transkrypcję wykonać i ma na to 30 dni od dnia zwrotu akt administracyjnych. Licznik właśnie zaczął bić.
Urzędy w zasadzie są gotowe. W sumie 93 proc. polskich urzędów zadeklarowało, że będą wykonywać transkrypcje, kiedy tylko rząd im to technologicznie umożliwi. Czekają, aż zostaną im do tego dane narzędzia. Rozwiązanie zaproponowało Ministerstwo Cyfryzacji. W połowie stycznia przedstawiło projekt rozporządzenia zakładającego, że w systemie, który teraz nie widzi dwóch wpisanych obok siebie słów „kobieta” lub „mężczyzna”, wpisywać sformułowania „małżonek pierwszy” i „małżonek drugi”. Jednak szef MSWiA Marcin Kierwiński kręci nosem. Twierdzi, że wyrok NSA dotyczy tylko jednej pary i że trzeba się skupić na dokonaniu transkrypcji tylko dla niej. Jest też zwolennikiem uregulowania tej sprawy poprzez ustawę, co oczywiście jest drogą kończącą się wetem prezydenta.
– Jesteśmy w miejscu, w którym polskie sądy nakazują transkrypcję zagranicznych aktów małżeństwa. Żadna zewnętrzna siła nam niczego nie narzuca, nikt nam nie każe wprowadzać równości małżeńskiej.