Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Łukasz Litewka: poseł od empatii

Łukasz Litewka (1989–2026) Łukasz Litewka (1989–2026) AN
Jaką miałby przyszłość w polityce, już się nie dowiemy. Pewne jest jednak, że w zjednywaniu ludzi nie miał sobie równych: w budowaniu zaufania, relacji, zaangażowania.

To była jedna z większych wyborczych sensacji: startujący z ostatniego miejsca na liście, mało komu znany młody samorządowiec z Sosnowca z przytupem dostał się do Sejmu, przeskakując w liczbie głosów lidera Nowej Lewicy Włodzimierza Czarzastego. Ba, słowo „przeskakując” to w tym wypadku daleko idący eufemizm, byliśmy raczej świadkami wyborczej demolki: 34-letni działacz dostał niemal dwa razy więcej głosów od szefa swojej partii. Nazywał się Łukasz Litewka. W ostatni czwartek zginął podczas jazdy na rowerze. Potrącił go samochód, który nagle zjechał na lewy pas drogi.

O kampanii Litewki z jesieni 2023 r. usłyszała cała Polska, ponieważ na wyborczych billboardach kandydat promował adopcję psów z miejscowego schroniska: po lewej stronie był Litewka, a po prawej zdjęcie zwierzaka, jego imię i adopcyjny numer telefonu. Rok później przed wyborami samorządowymi na płotach od Bałtyku do Tatr pojawiło się zatrzęsienie plakatów z kandydatami i zwierzętami, bo wielu chciało powtórzyć ten kampanijny manewr. Z tym że epigonów od Litewki różniła sprawa podstawowa: oni pod pozorem pomocy zwierzętom chcieli przede wszystkim zdobyć mandat, on walkę o mandat chciał wykorzystać jako pretekst, żeby zrobić coś dobrego.

I to być może jedna z przyczyn, dlaczego był tak powszechnie lubiany: został posłem, ale nie był politykiem.

Kiedy media obiegła szokująca informacja o jego śmierci, kondolencje popłynęły ze wszystkich stron politycznego sporu. I zawsze powtarzały się te same przymiotniki: szczery, pomocny, zaangażowany, bezpośredni, przyjacielski, empatyczny. Nie był partyjnym żołnierzem, nie uczestniczył w medialnych nawalankach, w wielkiej polityce bywał też bezpretensjonalnie nieporadny. Jak wtedy, gdy ślubowanie poselskie zakończył słowami: „Tak mi dopomóż Bóg”, co prawdopodobnie nie było najlepszym wstępem do budowania relacji z nowymi kolegami i koleżankami z klubu Lewicy.

Polityka 18.2026 (3562) z dnia 28.04.2026; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 6
Reklama