Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Między nami, wigami

W odróżnieniu od większości wigów nie szukam uzasadnienia wyższości demokracji nad dyktaturą w materializmie historycznym, nauce społecznej Kościoła ani fenomenologii ducha, tylko w mądrości życiowej pana Ziutka.

Zwolennicy liberalnej demokracji przeżywali ostatnio rollercoaster. Prosto z euforii („hura, nasi górą na Węgrzech!”) wpadliśmy w depresję („jerum, jerum, populiści w Bułgarii”). Odkurzyłem sobie z tej okazji książki pisane ponad 30 lat temu, w tej słodkiej epoce, gdy się wydawało, że zimna wojna przyniosła triumf liberalnej demokracji na wieki wieków. W głośnym wówczas „Zderzeniu cywilizacji” Samuela Huntingtona wyczytałem prognozę, że wojny między Rosją a Ukrainą nie będzie, bo oba te narody są „słowiańskie i prawosławne, z bliskimi relacjami ciągnącymi się przez stulecia”.

Cóż, bywają tezy tak bezdennie głupie, że wygłosić je może tylko światowej sławy filozof. W odróżnieniu od niego pan Ziutek walący piwo na ławce ma dość mądrości życiowej, by wiedzieć, iż stulecia bliskich relacji z Rosjanami niekoniecznie sprawiają, że się ich lubi, a nawet wprost przeciwnie. Na swoim blogu ekskursje.pl w krótkich żołnierskich słowach napisałem, co myślę o Huntingtonie. Od tego są media społecznościowe, żeby „mówić wprost”, a nawet „jaśniej się nie da!”. W felietonie dla szanującego się tygodnika wypadałoby jednak sformułować głębszą refleksję z lekturowego repetytorium. Cóż, spróbuję.

Przekonanie, że na dalszą metę liberalna demokracja jest skazana na wygraną, ma w świecie anglojęzycznym pejoratywne określenie „mitu wigowskiego” albo „wigowskiej historiografii”. Nazwa pochodzi od nieistniejącej już brytyjskiej partii, która w XIX w. stanowiła połowę duopolu razem ze swoimi niegdysiejszymi arcyrywalami – torysami. Koniec zimnej wojny zaskoczył niemal wszystkich intelektualistów, zwłaszcza na Zachodzie. U nas pan Ziutek, wciąż tkwiący na tej samej ławce, wiedział swoje o tym, jak realny socjalizm funkcjonuje w rzeczywistości, więc nie był tak naiwny jak „kremlinolodzy” z Langley czy z Berkeley.

Polityka 18.2026 (3562) z dnia 28.04.2026; Felietony; s. 113
Reklama