Piękna pani z Poznania podeszła do Grażyny po spotkaniu autorskim i zapytała, w jaki sposób piszą z Sylwią felietony: „Spotykacie się i rozmawiacie o tym, co ważne?”. To wzruszające założenie, bo o ile wiemy, prawie nikt dziś nie ma czasu na zejście się w tym samym miejscu, o jednej godzinie, a tym bardziej by omówić coś, co ma sens.
Życie składa się ze ścinków przypadkowych dialogów i ekspresowych spotkań o ściśle określonym celu. Nawet randkowanie odbywa się błyskawicznie: kliknął w telefonie, przyjechał, odjechał i tyle go widzieli. Już sama idea aplikacji definiuje rodzaj relacji. Ma być szybko i wydajnie, bo satysfakcja klienta przekłada się na większe wpływy z reklam. Użytkownicy wspomagają ten przemysł własnymi ciałami, płacąc w ten sposób za mniej lub bardziej niezręczny seks. Bo trudno, żeby pierwszy (i zazwyczaj ostatni) raz z obcym człowiekiem nie rozczarował. Na horyzoncie majaczy moda na randki analogowe, tylko jak tu kogoś poznać, skoro chodzimy z nosami w telefonach?
Dziś rozmowa, celowa czy przypadkowa, to rzadkość. Coraz trudniej też o kontakt wzrokowy. Opiekunowie małych dzieci pchają wózki zapatrzeni w TikToka, a gdy dziecko może utrzymać w ręku telefon, wręczają mu go z ulgą. Nawet pytanie o drogę staje się podejrzanym procederem. Mamy Google, to po co zaczepiać spokojnych przechodniów? Każdy sobie rzepkę skrobie, porady są w telefonie, i to sprawdzone, bo mają gwiazdki i linki.
Inaczej się komunikujemy, inaczej wychowujemy dzieci, inaczej ze sobą obcujemy. Szkody widać gołym okiem. Nie umiemy się skupić dłużej niż parę minut, co odbija się na jakości rozmów, liczbie lektur, nie mówiąc już o zanikaniu mięśnia samodzielnego myślenia. Przytomni obywatele próbują przeciwdziałać tej komunikacyjnej, emocjonalnej i intelektualnej katastrofie.