Z najdłuższą listą projektów, największą pulą do wykorzystania i mimo prezydenckiej blokady jako pierwsza z 19 unijnych uczestników Polska podpisała umowę na pożyczki zbrojeniowe z mechanizmu SAFE. Weto Karola Nawrockiego opóźniło ten moment o dwa miesiące, bo Warszawa musiała wdrożyć plan awaryjny, ustawę zastąpić uchwałą rządu i wpuścić środki z SAFE w istniejący Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych – zamiast tworzyć osobny, z szerszymi możliwościami. To, co stracą resorty niemilitarne (16 mld zł), rząd chce im zrekompensować, a MON zapewnia, że ma plany zagospodarowania całej dostępnej kwoty 187 mld zł na zakupy głównie z polskiego przemysłu obronnego i krajów europejskich.
Na pierwszy ogień pójdą systemy antydronowe, a w zasadzie te komponenty „składaka”, jakim jest system San, które w rygorach SAFE da się zamówić z Polski czy Norwegii. Jak jednak podkreśla rząd, program SAFE pozwala zaspokoić niespełnione od lat potrzeby lotnictwa (samoloty transportowo-tankujące) i marynarki wojennej (trzy typy okrętów), a nie tylko tradycyjnie dominującej w zakupach – artylerii i wojsk zmechanizowanych.
Te i tak zresztą dostaną najwięcej – na wozy bojowe Borsuk, armatohaubice Krab, pojazdy automatycznego minowania Baobab i miliony sztuk amunicji wielkokalibrowej. Ale będzie to walka z czasem, bo na podpisanie umów jednostronnych MON ma czas do końca maja. Później, zgodnie z zasadami SAFE, do zakupów będzie musiał mieć partnerów. Ci już się zgłaszają – najwięcej po polski eksportowy przebój: przenośne pociski przeciwlotnicze Piorun czy równie popularne drony rozpoznawcze FlyEye oraz elementy systemów antydronowych.
Maj będzie więc rekordowym miesiącem dla Agencji Uzbrojenia, a cały 2026 r. zaowocuje największą serią umów do wykonania w zaledwie kilka lat – co zresztą stanowi największe ryzyko programu.