Malarz, karykaturzysta, aktywista Siemion Skriepiecki został zastrzelony o poranku 15 czerwca w Białej Podlaskiej. Był rosyjskim uchodźcą, który do Polski uciekł przed reżimem Putina. W naszym kraju przebywał od 2021 r. i – jak się okazało – nie był tu bezpieczny.
Zabójca najpierw wystrzelił w plecy. Potem dobił ranną ofiarę strzałami w głowę. Zamach był zuchwały. Doszło do niego na osiedlowym parkingu, gdzie mieszkał artysta. Policja rozpoczęła obławę. Złapano dwóch Białorusinów, którzy przebywali w pobliżu białoruskiego konsulatu. Okazało się jednak, że trop był fałszywy. Dopiero po trzech dniach Donald Tusk poinformował o kolejnym zatrzymaniu – chodzi o mężczyznę, który posługiwał się paszportem Gruzji. Jego pojmanie miało być efektem działań policji i ABW. Na razie trudno przesądzać, czy tym razem na pewno trafiono na trop prawdziwego kilera.
Oczywiste jest, że doszło do egzekucji. Pierwszy motyw, jaki przychodzi do głowy, to zemsta za działalność publiczną ofiary. 44-letni artysta, występujący pod pseudonimem Siemion Skriepiecki (właściwe nazwisko Robert Kuzowkow), słynął z akcji wyśmiewających władze Rosji. Krytykował także inwazję na Ukrainę. Był m.in. autorem karykatur Putina. Rosyjski prezydent występował na nich np. w objęciach Stalina. Lubił też żartować z przywódcy Czeczenii Ramzana Kadyrowa i jego syna Adama – rysował ich ze świńskimi ryjami. Na jednym z jego obrazów Putin uprawia seks z Kadyrowem.
Podczas ostatniego performansu w Berlinie wyciągał rosyjską flagę z tylnej części ciała i wyrzucał ją do śmietnika. „Słyszałem, że mój występ bardzo spodobał się rosyjskim patriotom” – kpił. Skriepiecki dostawał często pogróżki. Grozili mu ludzie związani z Kadyrowem, który jest słynny z tego, że zleca pobicia albo zabójstwa tych, którzy zaleźli mu za skórę.