Ostatnio łączyłam się przez Starlink z kapitanem Krzysztofem Baranowskim, który po raz trzeci samotnie opływa glob na jachcie regatowym Meteor. Przeprowadzaliśmy w radiowej Jedynce wywiad na temat dzienników. Nie tylko pokładowych. Dlaczego ludzie prowadzili i prowadzą dzienniki, ale i jak zmieniają dzienniki prasowe i telewizyjne. Jak wyglądałaby dziś opowieść o PRL na podstawie dziennika „Trybuna Ludu”, a jak dopełniają ją dzienniki Wiktora Woroszylskiego, Józefa Czapskiego itd. I co zmieniły social media – dzięki wpisom na fejsa o samotnych żeglarzy martwimy się mniej.
Mój telefon zastał pana kapitana u brzegów Australii o piątej rano. Na pytanie, jak mu się udało nie zaspać, wybuchnął gromkim śmiechem. Przecież wiadomo, że wyznaczonej trasy trzeba cały czas pilnować, czuwa się nieustannie, śpi się wtedy, kiedy nadarzy się bezpieczna okazja, a nie bite osiem godzin, jak polecają specjaliści od wellness. „Meteor” – jacht, który Krzysztof Baranowski zbudował – posiada wszystkie cuda nowej technologii, ale dziennik pokładowy prowadzony jest analogowo, a na wypadek gdyby wszystko nagle padło i trzeba by było nawigować nocą według gwiazd, samotny żeglarz zabrał sekstant.
– Czy zostawił pan coś pod równikiem, że po raz trzeci wybrał się w taki rejs dookoła świata?
– Nie, robię to dla moich uczniów. Dla przyszłego prezydenta Polski. Nie wystarczy skończyć studiów i szkoły morskiej, trzeba ciągle zbierać nowe doświadczenia.
Słuchałam i myślałam o żałosnych typach, którzy ostatnimi laty zostali prezydentami. Andrzej Duda ma najnowsze osiągnięcie – kupił sobie Porsche. Oto wychowawczy przykład dla młodzieży. Donald Trump bredzi o tym, jak zna się na piłce nożnej. Środowisk naukowych nie przestaje obrażać, a dotacje rządowe na badania, choćby dna oceanu, odbiera laboratoriom i uniwersytetom.