To był największy taki wyciek w polskiej historii: wskutek cyberataku na platformę MyDr wypłynęły wrażliwe dane aż 19 mln Polek i Polaków. Chodzi o numery PESEL, imiona i nazwiska, numery telefonów, adresy e-mail, recepty czy historię leczenia. Firma twierdzi, że najnowsze z danych pochodzą z 2024 r. Sprawę bada Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, dochodzenie nadzoruje prokuratura. „Wiele wskazuje, że chodzi o próbę wyłudzenia okupu od tej firmy” – mówił premier Donald Tusk. Wykradzione dane można wykorzystać rozmaicie, np. do szantażu. Dlatego trzeba mieć się na baczności i zwracać uwagę np. na podejrzane maile i telefony.
MyDr dostarcza rozwiązania informatyczne ok. 12 tys. placówek medycznych, innymi słowy: odpowiada za oprogramowanie, dokumentację i zarządzanie pracą przychodni, gabinetów lekarskich, dentystycznych itd. MyDr działa na rynku od 2017 r. Za pośrednictwem firmy miesięcznie odbywa się ok. 3 mln wizyt i jest wystawianych ok. 2,7 mln recept. Sprawcom ułatwiło to zadanie – by dobrać się do danych, wystarczyło uderzyć w dostawcę, a nie setki pojedynczych placówek. Pacjent zwykle nawet nie wie, że jego dane są przetwarzane w chmurze MyDr. Ministerstwo Cyfryzacji wyjaśnia sprawę i „wdraża środki ostrożności”. Prewencyjnie są wymieniane m.in. certyfikaty wykorzystywane do komunikacji z systemem P1, obsługującym e-recepty i e-skierowania. „Działamy z wyprzedzeniem, żeby dodatkowo zabezpieczyć system. Przypominam również o potrzebie zastrzeżenia numeru PESEL”, oznajmił szef resortu Krzysztof Gawkowski na platformie X.
Portal Niebezpiecznik ma jeszcze jedną, radykalną radę: korzystać z danych tymczasowych, de facto fałszywych. „Jedynym pewnym sposobem na to, aby dane nie wyciekły, jest ich niepodawanie”, mówi w filmiku instruktażowym redaktor naczelny serwisu Piotr Konieczny.