Gdy dr Ewa Woydyłło publicznie obraziła Igę Świątek, zamarłem z wrażenia. Pierwsze pytanie, jakie sobie zadałem, to: „Kiedy przeprosi?”. Bo w takich sytuacjach ratować się można jedynie szybką i jednoznaczną ekspiacją. Ikona sportu, narodowy skarb, królowa ludzkich serc jest nietykalna i żartów z tym nie ma. Kto ją obrazi, ten musi zapłacić cenę. Byłem zdumiony, że tak doświadczona osoba jak Ewa Woydyłło zwlekała z przeprosinami aż dwa dni.
Mówienie, co się myśli, zawsze kosztuje. Gdy jest się osobą nieznaną, kosztuje niewiele. Za to narodowa celebrytka może stracić poważne zlecenia i apanaże. Ktoś tam na pewno stanie po jej stronie, lecz bilans będzie ujemny. Tyle że gdy jesteś zamożny, i w dodatku w poważnym wieku, to może ci już tak bardzo nie zależy. Swoją drogą, jestem głęboko przekonany, że opinia Ewy Woydyłło o Idze Świątek jest fałszywa. Iga nie mówi wyuczonymi formułkami, nie udaje rozumnej ani nie jest bawidełkiem wykorzystującej ją grupki dorosłych. Skąd to wiem? Znikąd. Po prostu takie mam przekonanie i już.
Nie znam się na tenisie, za to „socjologia psychologii”, czyli frapujące zagadnienie potęgi psychologii we współczesnym życiu społecznym, jest ze mną od dekad. Patrzę na to z podziwem i zawiścią, bo dziś już nie u filozofów szuka się mądrości i rozumienia życia, lecz u psychologów. Trochę musieli się podzielić tym łupem z socjologami, lecz to psychologia jest tu lwem, a pozostali to drobny płaz.
Psychologia przejęła też większość terenu zajmowanego wcześniej przez religię: wyjaśnia, oświeca, uspokaja i leczy. Jest uniwersalnym dyskursem wszech terapii – dla wszystkich, bez różnicy stanu, płci i wyznania. Miejsca opuszczane przez kaznodziejów i mędrców w nowoczesnym i demokratycznym społeczeństwie zajął psycholog w roli publicznego lub osobistego uzdrowiciela, autorytetu i medialnego celebryty.