Uważa pan, że jak nas Putin napadnie, to Anglia i Ameryka powinny deportować Polaków w wieku poborowym? – zapytała sąsiadka.
– Tylko tych, co nie pracują – próbowałem wymigać się żartem.
– Muszą mieć etat czy umowa-zlecenie wystarczy? – odbiła. – To poważne pytanie, niech pan się nie wygłupia.
– No dobrze – zastanowiłem się. – Ryzykowanie życia nawet w obronie ojczyzny powinno być dobrowolne. Siłą wcielano nas do armii niemieckiej i rosyjskiej. Z drugiej strony Polacy bili się za cudzą wolność i w Ameryce, i w Anglii. Dla wybranej ojczyzny też można chcieć walczyć. Bywało, że bronili Polski Litwini, Tatarzy, Kozacy, Rusini, a nawet Szkoci. Teraz u nas ich nie ma albo mają swoje państwa, więc powstało NATO. Trzeba tylko wierzyć, że jesteśmy razem naprawdę.
Dłużej już nie cisnęła.
Nowoczesna suwerenna Polska istnieje – z przerwą na PRL – zaledwie niespełna pół wieku. Po prawie ośmiu wiekach ciągłego trwania polskiego państwa do rozbiorów! To śmiesznie mało, żeby uwierzyć w kolejne długie trwanie. Poza tym dziedziczymy ponadstuletnią traumę nieistnienia, więc nie dziwmy się, że wciąż trawi nas niepewność, czy to się dzieje naprawdę; czy duch historii nie żartuje z nas okrutnie, dając poczucie, że możemy znów mieć swoje państwo, a życie w nim może być tak bezpieczne i wygodne w porównaniu z niedawną przeszłością.
Swoją drogą te osiem wieków pod stopami czy za plecami – jak kto chce – to potężny kapitał kulturowy i polityczny. Wspólny język, literatura, prawa, tradycja, wielowyznaniowe chrześcijaństwo, mitologia historyczna i polityczna, z najnowszą Solidarnością na czele. No i długa lista win i błędów. To powinien być edukacyjny pakiet mocy dla każdego dziecka w kraju nad Wisłą, który wie, jak żyć i przeżyć setki lat między agresywnymi potęgami.