Król planktonu
Król planktonu. Hołownia wrócił i wygrał pierwszą rundę. Dokonało się przepoczwarzenie
Już kiedy Szymon Hołownia na początku kadencji przeżywał tygodnie chwały jako nowy marszałek Sejmu, przyciągając do kin tłumy na transmisje z obrad parlamentu, wielu irytował swoją ekspansywną obecnością. Bo przemądrzały i zbyt pewny siebie, a jednocześnie politycznie dość niejednoznaczny oraz ekscentryczny w lekko rzucanych pomysłach i wypowiedziach. Dziś drażni tym bardziej, niczym autor jednego przeboju lata, który ciągle wpycha się na scenę z tą samą piosenką, podczas gdy publiczność znalazła już sobie nowych idoli i o Hołowni najchętniej by zapomniała.
Kłopot w tym, że o Hołowni zapomnieć się nie da. Więcej, chcemy tego czy nie, to od niego w dużym stopniu zależy, czy koalicja 15 października będzie miała szansę utrzymać władzę w przyszłorocznych wyborach. Bo dziś w polskiej polityce jest jak w przyrodzie: plankton stanowi krytycznie ważny element. Jeśli zginie, załamie się cały ekosystem obozu władzy.
Rozbieg do skoku
By to dobrze zrozumieć, spójrzmy na pięć ostatnio opublikowanych sondaży. W IBRiS „blok demokratyczny” w konfiguracji z wyborów w 2023 r. (czyli łącznie z partią Razem) ma 43 proc., „blok prawicowy” – 47 proc. W badaniu Opinii24 proporcje się odwracają: „blok demokratyczny” ma 46 proc., a „blok prawicowy” – 43 proc. Również w Pollsterze „blok demokratyczny” prowadzi, tym razem 51 do 49 proc. Z kolei United Survey daje 2 pkt proc. przewagi „blokowi prawicowemu”, a CBOS – 3 pkt proc. Pomijając kwestie związane z liczbą i rozkładem niezdecydowanych w poszczególnych pracowniach, widać, że prawicowa opozycja nie jest w jakiejś szczególnej ofensywie, a sympatie społeczne rozkładają się podobnie jak w wyborach prezydenckich – remisowo.