Kto nie ściągał – a nie chodzi o tekstylia – niech pierwszy rzuci kamieniem. Na geografii na klasówce z geologii ściągałam od mojej przyjaciółki Marty R. To pożałowania godne zachowanie wyszło wszystkim na dobre. Redaktor Marta wykorzystuje swą rozległą wiedzę ze wszystkich przedmiotów, gdyż jest jedną z najlepszych autorek nagradzanych słuchowisk w Europie. Skały pozostają niewzruszone moimi brakami w geologii. A ja nadal nie odróżniam gnejsów od łupków, bo w górach jestem zbyt zajęta walką o życie, żeby kolekcjonować kamienie.
Latem wpatruję się nerwowo w znaki i sprawdzam, ile męki zostało jeszcze do zimnego piwka. Daleko jeszcze? A zimą niczym kobra w goglach wpatruję się w plecy włoskiej instruktorki Lisy, stają się coraz mniejszymi punkcikami, migiem pokonując muldy. Zgubienie we mgle włoskiej instruktorki w moim przypadku grozi zjechaniem do zupełnie innego miasteczka już po zamknięciu gondoli i łapaniem autostopu. W górach Włosi śmigają starymi Fiatami Panda, miejsca mało, spieszą się z roboty szykować polentę z grzybami, więc zgarnianie frajerek z Polski w ubłoconych butach narciarskich nie jest ich pierwszym wyborem na popołudnie.
Czy pozwalałam od siebie odpisywać? I owszem. Znałam ten ból braku talentu, przygotowania, umiejętności oraz lęk przed kompromitacją w domu i szkole, a pamiętajmy, że odrabianie lekcji w dawnych epokach przed AI wymagało też pracy, tzw. przysiąścia fałdy, by notować, i to długopisem, szukać informacji, może nawet poza domem, bo w bibliotece osiedlowej, no straszne męki Tantala – dawałam kolegom i koleżankom ściągać, tego też wymaga solidarność w stadzie.
Sama ściągałam, dlatego widzę, jak rozpaczliwe łypie oczami były bankier, ekspremier Mateusz Morawiecki. Jak by tu coś zgapić od swoich zdolniejszych, bardziej wygadanych, charyzmatycznych i popularniejszych kolegów z ławek: Donalda, Szymona, Rafała?