Kraj

Mądra Ola, bo z przedszkola

Fot. Sam Garmon, Flickr (CC BY SA) Fot. Sam Garmon, Flickr (CC BY SA)
Społeczne emocje, które towarzyszą planom posłania 6-latków do szkół – pisaliśmy o nich w dwóch ostatnich numerach POLITYKI – przypominają, jak bardzo zaniedbano w naszym kraju edukację najmłodszych. W Polsce musi być więcej przedszkoli, a przemawiają za tym nie tylko argumenty cywilizacyjne, ale również gospodarcze.


Czy szkoły są przygotowane na przyjęcie tak małych dzieci? Dlaczego 6-latki mają się uczyć życia społecznego w szkołach, a nie w zerówkach? Zapraszamy do dyskusji na forum.


 
Specyfika uprawiania polityki w naszym kraju polega na tym, że do rozwiązania problemu rządzący zabierają się dopiero wówczas, gdy jego dalsze zaniedbywanie grozi katastrofą. Tak zdarzyło się właśnie z reformą nauczania początkowego, która – w skrócie – ma polegać na obniżeniu o rok wieku pójścia dzieci do szkół (do dawnej pierwszej klasy będą szły już sześciolatki). Podobnie jak przy wprowadzeniu nowych matur oraz trójpodziału na podstawówkę-gimnazjum-liceum, najgorzej mają roczniki debiutantów. Na własnej skórze przetestują błędy i wypaczenia systemu. W tej sytuacji trudno się dziwić rodzicom dzieci, którzy zarzucają politykom, że przez pięć lat nic się w tej sprawie nie działo, a teraz podjęto decyzję bez konsultacji, bez przygotowania szkół, kadry nauczycielskiej oraz samych dzieci.
 

Szkoda jednak, że sprawa edukacji najmłodszych powraca dopiero w atmosferze publicznej awantury, a na co dzień jest w polityce właściwie nieobecny. Od czasu, gdy prowadzenie publicznych przedszkoli stało się zadaniem gmin (a więc poniekąd ich problemem), temat zniknął z sejmowej mównicy i corocznych kłótni towarzyszących uchwalaniu budżetu państwa.

W Polsce tylko dwoje na pięcioro dzieci w wieku od 3 do 5 lat chodzi do przedszkola. Na wsi – co ósme. Inaczej jest na świecie, gdzie ranga edukacji przedszkolnej wciąż rośnie. W krajach Unii Europejskiej do przedszkola chodzi czworo na pięcioro dzieci. W niemal wszystkich krajach OECD wydatki publiczne na edukację przedszkolną dzieci w wieku od 3 do 6 lat przekraczają 0,4 proc. PKB. W Skandynawii, gdzie jest ona najbardziej powszechna, dochodzą do 0,7 proc. (raport OECD z 2006 r. „Starting Strong II”). Organizacja nie podaje danych dla Polski, która ich nie upublicznia. Znamy jedynie łączną kwotę, przeznaczoną w 2007 r. przez sektor publiczny na oświatę i wychowanie – 48 mld zł (czyli 4,11 proc. PKB). Jeżeli podzielimy to przez około 7,14 mln dzieci w wieku od 3 do 18 roku życia, daje nam to kwotę 6722 zł na dziecko rocznie. Lwia część tej sumy przypada na szkoły podstawowe i średnie. Można więc przypuszczać, że wydatki na edukację przedszkolną są u nas co najmniej o połowę niższe niż w krajach rozwiniętych (skoro powszechność przedszkoli jest o połowę niższa niż w innych krajach OECD).

Na świecie jest wręcz odwrotnie. Gorącymi orędownikami przedszkoli są polityczni liderzy, m.in. kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezes Banku Rezerwy Federalnej USA Ben Bernanke oraz ekonomiści nobliści: James Heckman i Robert Fogel. O pożytkach z powszechnej edukacji przedszkolnej wielokrotnie wypowiadały się Bank Światowy i OECD. Robią to, bo wiedzą, że w zglobalizowanym świecie szansą krajów rozwiniętych jest innowacyjność. Ta zaś rodzi się dzięki inwestycjom w kapitał ludzki i społeczny. Nasza gospodarcza przyszłość jest więc w dużej mierze – i to nieodwracalnie – determinowana przez podejmowane dziś inwestycje w wychowanie i wykształcenie naszych dzieci. W Polsce na tę okoliczność zwraca uwagę jedynie zespół doradców przy premierze, kierowany przez ministra Michała Boniego. Dlaczego to właśnie na przedszkolach powinniśmy teraz skupić nasze wysiłki i budżetowe wydatki?

Badania psychologów dowodzą, że okres do piątego roku życia ma kluczowe znaczenie dla rozwoju człowieka. Określa jego szanse na zawodowy, rodzinny i społeczny sukces. A sukces ten zależy zarówno od zdolności poznawczych (czyli inteligencji) i niepoznawczych (czyli ambicji, motywacji, samodyscypliny, cierpliwości, kontroli emocji i umiejętności pracy grupowej). O ile zdolności poznawcze są w dużej mierze dziedziczone, o tyle zdolności niepoznawcze są nabywane pod wpływem środowiska w okresie największej plastyczności człowieka, tj. właśnie do piątego roku życia.

Do znanego od lat stanowiska psychologów dołączają ekonomiści. Wyliczono, że jeśli chodzi o inwestycje edukacyjne, spośród wszystkich okresów życia to właśnie ten wczesnodziecięcy daje najwyższą stopę zwrotu (badania noblisty w dziedzinie ekonomii prof. Jamesa Heckmana z Uniwersytetu w Chicago). Według symulacji przeprowadzonych w USA i innych krajach, inwestycje edukacyjne podejmowane w okresie przedszkolnym przynoszą później – w okresie całego dorosłego życia człowieka – roczną stopę zwrotu, wynoszącą od 7 do 16 proc. (raport opublikowany w zeszłym roku przez Bank Światowy). To więcej niż dobra lokata. Według dalszych analiz, korzyści z edukacji przedszkolnej są aż osiem razy wyższe niż jej koszty. Dla porównania, edukacja w okresie późniejszym daje korzyści tylko trzykrotnie wyższe niż jej koszty. Na dziecko w podstawówce trzeba wydać prawie trzy razy tyle, aby uzyskać ten sam efekt i postęp, co u przedszkolaka.

W Stanach Zjednoczonych prowadzono wiele badań nad korzyściami z edukacji przedszkolnej (m.in. wieloletnie programy Abecedarian i tzw. Eksperyment Perry, przeznaczone dla dzieci rodzin z niższych warstw społecznych). Wnioski są obiecujące: przedszkole trzykrotnie zwiększa prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu w szkole. O ponad połowę obniża prawdopodobieństwo uczęszczania do szkoły specjalnej. O połowę zwiększa szanse ukończenia w terminie szkoły średniej i podwaja szansę ukończenia studiów wyższych. Przedszkolak nabywa umiejętność uczenia się i motywację do dalszej nauki. Im wyższe umiejętności uczenia się i wyższa motywacja, tym lepsze wyniki w szkole, co z kolei zachęca do dalszej nauki i tak dalej (fachowo nazywa się to dynamiczną komplementarnością procesu uczenia).

Dorośli, którzy chodzili do przedszkola, mają czterokrotnie wyższą szansę na wyższe zarobki, ponieważ – jak pokazują badania – ich wydajność jest wyższa o 10–30 proc. Według wspomnianego wcześniej raportu Banku Światowego, tylko jeden rok w przedszkolu podnosi przyszłe wynagrodzenie człowieka o 7–12 proc. Dzieci korzystające w USA z programu Abecedarian w dorosłym życiu zarabiały łącznie o 143 tys. dol. więcej niż osoby, które do przedszkoli nie chodziły.

Powszechność edukacji przedszkolnej daje też korzyści społeczne. Przede wszystkim – poprawia pozycję zawodową kobiet, polepszając ich szanse na rynku pracy. W większości krajów OECD ponad połowa kobiet posiadających dzieci w wieku poniżej trzech lat pracuje. W Danii, gdzie 80 proc. dzieci w wieku trzech lat uczęszcza do przedszkola, pracuje 75 proc. ich matek. Korzystają na tym rodziny (wyższe dochody) i społeczeństwo (niższe koszty opieki społecznej). Matki, które w USA uczestniczyły w programie Abecedarian, zarobiły o 133 tys. dol. więcej.

Edukacja przedszkolna daje także duży pozytywny efekt w kolejnych pokoleniach. Dzieci objęte w przeszłości edukacją przedszkolną tworzą – jako dorośli – silniejsze socjoekonomicznie rodziny. Ich dzieci są zdrowsze i mają lepszy start. Ten efekt mnożnikowo przechodzi z pokolenia na pokolenie. Edukacja przedszkolna zazwyczaj łączy się z opieką medyczną, co pozwala na szybszą diagnozę schorzeń i ich wcześniejsze, a więc skuteczniejsze oraz tańsze leczenie. Przedszkole obniża o połowę prawdopodobieństwo korzystania w wieku dorosłym z pomocy społecznej. Edukacja przedszkolna oznacza zatem wyższe zarobki, czyli wyższe podatki od dochodu oraz niższe wydatki na opiekę społeczną – dwie wymierne korzyści dla budżetu państwa. Rola przedszkoli jest wręcz nieoceniona w przypadku dzieci ze środowisk słabszych socjoekonomicznie. Przedszkole daje tym dzieciom szansę przełamania pokoleniowego zaklętego kręgu biedy i beznadziei, o połowę obniżając ryzyko zejścia na złą drogę. W przyszłości zmniejsza to wydatki państwa na policję, sądy i więzienia.

Dla budżetu państwa inwestycja w przedszkola jest opłacalna, ponieważ trzy czwarte korzyści z niej odnosi społeczeństwo, a jedną czwartą osoba, która uczęszczała do przedszkola. Skoro lwia część korzyści z przedszkoli przypada na społeczeństwo, powinny być one utrzymywane głównie z publicznej kasy.

W krajach rozwiniętych jest regułą, że wydatki publiczne stanowią 80–90 proc. wszystkich wydatków na edukację przedszkolną, a tylko 10–20 proc. to wydatki z kieszeni rodziców. Tymczasem w Polsce ta proporcja powoli zaczyna się odwracać. Publiczne przedszkola są coraz droższe, a ich dostępność – a czasem, niestety, również poziom – powoduje, że dobrze sytuowani przedstawiciele klasy średniej zapisują swe pociechy do przedszkoli prywatnych. W największych polskich miastach boom w prywatnej edukacji jest tak duży, że czasem już kilkutygodniowy noworodek ma miejsce zarezerwowane w prestiżowym przedszkolu, w którym czesne przekracza 1 tys. zł miesięcznie.

Jeżeli ten proces będzie trwał, osoby zamożne będą zapisywać dzieci do „lepszych” przedszkoli, zaś gorzej sytuowani do przedszkoli „gorszych” albo wcale. To bardzo niebezpieczna tendencja, grożąca poważnym rozwarstwieniem społeczeństwa i szans edukacyjnych obywateli już na etapie dziecięcym. Trzeba to przerwać.

Recepta na skuteczną edukację przedszkolną jest znana – opracowali ją już dawno eksperci z kręgów akademickich, Banku Światowego i OECD:
• przedszkole powinno być powszechne, w szczególności obejmując dzieci ze środowisk słabszych socjoekonomicznie;
• samorządy powinny być zobligowane do prowadzenia przedszkoli, ale też należy zagwarantować im na to pieniądze;
• trzeba zwiększyć publiczne inwestycje na edukację przedszkolną; powinny wynosić co najmniej 0,8 proc. PKB, co oznaczałoby 9300 zł rocznie na każde dziecko w wieku od 3 do 5 lat;
• powinno się wprowadzić standardy i testy sprawdzające umiejętności poznawcze i niepoznawcze 3–5-latków, co pozwoliłoby na właściwe zarządzanie programem upowszechnienia przedszkoli.

Chociaż lwia część finansowania przedszkoli powinna przypadać na państwo, dużą rolę powinien spełnić rynek, czyli przedszkola prywatne, do tego potrzebne są jednak:
• niskie bariery instytucjonalne prowadzenia przedszkoli, zwłaszcza małych i domowych;
• ulgi podatkowe dla nowo powstających przedszkoli, zwłaszcza w małych miastach i na wsi;
• subsydiowanie kształcenia i dokształcania się nauczycieli przedszkolnych (np. w formie pożyczek umarzanych w przypadku ciągłej, kilkuletniej pracy w zawodzie);
• sprawna i zinstytucjonalizowana certyfikacja oraz nadzór (w tym system sprawdzania referencji) nad przedszkolami i nauczycielami.

Utrzymanie status quo edukacji przedszkolnej w Polsce skazuje nas na europejskie i światowe peryferia, z których nie wyrwą nas ani notebooki dla gimnazjalisty, będące dziś sztandarowym pomysłem rządu, ani stypendia studenckie, ani inne rozważane obecnie inicjatywy. Parafrazując: taka będzie Rzeczpospolita, jakie przedszkolaków chowanie.
 

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną