„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kultura

Bareja, czyli chwała Temu Misiu!

Stanisław Bareja w filmie Stanisław Bareja w filmie "Miś". Grał pana Jana z Londynu. Youtube
W 80. rocznicę urodzin Stanisława Barei - zdaniem wielu komediowego reżysera wszech czasów - proponujemy Państwu podróż sentymentalną w ruchomych obrazkach, za które tak go kochamy.
Temu misiu w 'Misiu' właśnie się odlepia oczko.materiały prasowe Temu misiu w "Misiu" właśnie się odlepia oczko.

„Oczko mu się odlepiło, temu misiu” czy „Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu” - to wszystko oczywiście cytaty z "Misia". Gdyby jego reżyser, Stanisław Bareja, żył, 5 grudnia obchodziłby swoje 80. urodziny.

Że „Klient w krawacie jest mniej awanturujący się”, to na pewno Państwo już dobrze wiedzą. Ale jaki był sam Bareja? Na to pytanie najlepiej chyba odpowiadają jego filmy, ale nim do filmów dojdziemy, przedstawmy - w dużym skrócie - jego sylwetkę twórczą.

„Dzień dobry, cześć i czołem! Pytacie, skąd się wziąłem?”

Bareja wziął się z Warszawy. Pochodził co prawda z rodziny o bogatych tradycjach rzeźnicko-wędliniarskich, ale bardzo szybko się okazało, że od kręcenia mięsa woli kręcić filmy. Choć mięso i zakłady mięsne w jego późniejszych obrazach odgrywały rolę wcale niepoślednią.

. .

Dyplom na Wydziale Reżyserii łódzkiej filmówki obronił niestandardowo, bo dopiero w wieku 45 lat, prezentując wcześniejszy o ponad dekadę obraz „Mąż swojej żony” (ocena: dobry).

Jego życie było nieustannym zmaganiem się z cenzurą, bo jako "Król krzywego zwierciadła" (by przywołać tytuł jego biografii, która właśnie wyszła, nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka) bezlitośnie smagał biczem przewrotnego poczucia humoru PRL-owskie władze i absurdy tamtejszego okresu. Dość przywołać przykład jednego z najbardziej dla Barei reprezentatywnych filmów:

To oczywiście „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?", którego scenariuszowy prototyp, „Tor przeszkód", przespał na Barejowskiej półce prawie 35 lat, nim mogliśmy się na przykład dowiedzieć, że „od tego jest szmata, żeby była brudna”, a „podstawowe zasady BHP to są takie, że jak się wchodzi to się puka". Teraz już, na szczęście, wiemy.

„Z twarzy podobny zupełnie do nikogo”...

... chciałoby się powtórzyć za jadącym na furmance Paluchem z „Misia”. Bareja był nie tylko reżyserem, ale i odtwórcą rólek epizodycznych u innych reżyserów. Jako aktor w oczy się nie rzucał, więc tylko spostrzegawczy mogli się go dopatrzeć na ekranie. Tym, którzy mieli okazję śledzić przygody pana Anatola (w tej roli Tadeusz Fijewski), kasjera z tryptyku Jana Rybkowskiego z lat 50-tych, Bareja mignął przed oczami jako konduktor w autobusie („Kapelusz pana Anatola”) czy też fotograf w Paryżewie („Inspekcja pana Anatola”). Był również misiowatym gościem w restauracji jedzącym golonkę w „Gangsterach i filantropach” Jerzego Hoffmana. Ale najwięcej rólek odegrał w filmach reżyserowanych przez siebie. Na przykład w „Misiu”, z kamienną twarzą, jako „pan Jan” z Londynu (w białym fartuchu), pomagał Misiowi wysłać depeszę do kraju w imieniu ciotki (1:30):

. .

W oczy rzucali się za to, i to bardzo, aktorzy, z którymi współpracował. Istny magazyn osobliwości! Pora na ich przegląd.

„Pani Zosiu, pani pozwoly”...

Bo miał on swoich ukochanych aktorów, do których bardzo często wracał, a oni wracali do niego. Wielokrotnie mogliśmy podziwiać kunszt Wojciecha Pokory, twórcy niezapomnianej kreacji kustosza-gosposi Jana-Marysi w „Poszukiwanym, poszukiwanej”. Pomysł na pokrętną fabułę podsunęła Barei jego żona, Hanna Kotkowska - krytyk sztuki, piastująca wówczas funkcję kustosza w Muzeum Narodowym. Scenariusz napisał razem z Jackiem Fedorowiczem. Co ciekawe, gdyby zdjęcia próbne wypadły dla tego drugiego korzystniej, to właśnie on, a nie Pokora, wystąpiłby w tytułowej męsko-damskiej roli i to on wysłuchiwałby na planie np. bardzo pouczającego wykładu bimbrownika na temat procentowej zawartości cukru w cukrze:

. .

To jednak nie Pokora, a Stanisław Tym najbardziej kojarzy się z Bareją. Był nie tylko Ryśkiem (jak wiemy z „Misia” - „Wszystkie Ryśki to porządne chłopy”; późniejsza wersja w postaci „fajne chłopaki” to twór już nie Barei):

. .

ale i drugim reżyserem („Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”), scenarzystą („Rozmów kontrolowanych”) oraz - dobrym duchem i przyjacielem Barei.

Poza Pokorą i Tymem byli jeszcze m.in. Krzysztof Kowalewski...

. .

...i - zapomniany już nieco dzisiaj - Tadeusz Smogi, odtwarzający np. rolę konferansjera teleturnieju zdrowotnego w „Co mi zrobisz...”:

. .

No i oczywiście Józef Nalberczak, któremu Bareja w swoich filmach przydzielał zwykle role „chłoporobotników”. Tu na przykład, na dworcu, udowadniał, że „telewizja kłamie”:

. .

Ten drugi pan w kufajce to Marian Łącz, niegdysiejszy zawodnik piłkarskiej reprezentacji Polski (za czasów, gdy na boiskach królował Gerard Cieślik), który piłkę porzucił dla sztuki. Łącz był drugim z ulubionych Barejowskich artystów - "chłoporobotników", prywatnie - ojcem Laury o tym samym nazwisku, też aktorki.

Gdy myślę: „Bareja“, to do głowy przychodzi mi jeszcze jedna osoba – aktorka odtwarzająca rolę „sprzątaczki w ośrodku rekreacyjnym”, która - przysiadłszy na łóżku dwojga zdziwionych tym faktem ludzi (Pawlik i Wiśniewska), opowiadała o miejscowym podrywaczu („Powiadam państwu, wczoraj znów w kuchni do kucharki zaczął się brać. Ona akurat pierożki robiła...”):

. .

To nieodżałowana Hanna Skarżanka (nomen omen, siostra równie nieodżałowanej, zmarłej niedawno prof. Barbary Skargi), którą Bareja z predylekcją obsadzał w rolach czyścicielek. „Wziął“ ją jeszcze na sprzątaczkę w klubie sportowym „Tęcza“ („Miś“, oczywiście). Z Bareją było związanych jeszcze całe mnóstwo innych wspaniałych aktorów. Jedno jest pewne: bez nich filmy Barei nie byłyby dla nas tym, czym są dzisiaj.

„Jest prawda czasów, o których mówimy, i prawda ekranu”

Tak przynajmniej w „Misiu” twierdził reżyser, każąc zrobić „przebitkę zająca na gruszy”:

. .

A smutna prawda jest taka, że Stanisława Bareję doceniono dopiero po śmierci (zmarł w Essen, w 1987 r., gdy PRL dogorywał). Dzisiaj jego filmami zachwyca się młode pokolenie, przerzucając się pochodzącymi z nich cytatami i świetnie się przy tym bawiąc. Ale za życia Bareja nie miał za wesoło. Nie dość, że jego dzieła były – z powodów cenzorskich - niejednokrotnie skazywane na leżakowanie na półkach - o czym już wcześniej była mowa - i czekanie na lepsze czasy (przypadek serialu „Alternatywy 4”), to jeszcze dostawał cięgi od kolegów po fachu.

Szczególnie mocno, jak się wydaje, musiały go zaboleć krytyki Kazimierza Kutza. Ten, z górą 40 lat temu, ukuł termin „bareizm”, który dziś kojarzy się z PRL-owskimi śmiesznostkami wykpiwanymi przez Mistrza Stanisława, ale w latach 60. znaczył jednak coś zupełnie innego. Dla Kutza „bareizmy” były synonimem kiczu i reżyserskiej chały, które należało na kolaudacjach absolutnie skrytykować. Sceny chaotycznie poszatkowane, zero ciągłości, zero artyzmu.

Barei musiało być przykro, ale nie byłby sobą, gdyby choć nie próbował się jakoś „odwinąć”. W roku 1981 powstał scenariusz „Złoto z nieba” – filmu nigdy co prawda nie zrealizowanego, za to zawierającego ciekawe partie dialogowe:

- Pan podał inne nazwisko w samolocie, a teraz okazuje się, że w dodatku pisze się pan przez "te", "zet"?
- Dawniej pisaliśmy się Kloc przez "ce", ale potem mój brat został reżyserem i zmienił pisownię na Klotz!

To oczywiste nawiązanie do twórcy „Soli ziemi czarnej”, syna Anastazji Kuc, który urodził się małym Kucem, a wyrósł na całkiem dorodnego Kutza.

"Konie - łby pospuszczać... Czy konie mnie słyszą?!"...

Filmy Barei przede wszystkim naśmiewały się z władzy, pokazując np. pana „derektora”, który przestawiał jezioro w „Poszukiwanym, poszukiwanej”:

. .

Czasem wręcz miały wymowę antysocjalistyczną, kpiąc z ciężko pracującej klasy robotniczej w „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”, która ledwo się wyrabia, ale zawsze „zdanża”, ...

. .

A jak już „zdanży”, to może nawet społecznie awansować i chełpić się tym, przegryzając np. parówkę, jak gospodarz Anioł Stanisław w serialu "Alternatywy 4":

. .

Ostatecznie jednak prawda (naszych) czasów zwyciężyła, na dowód czego przypomnijmy sobie jeden z „bareizmów” i postarajmy się powstrzymać uśmiech:

. .

Prawda zwyciężyła. W Krakowie jest dziś rondo (to w kształcie elipsy) jego imienia. Na warszawskiej Białołęce od 2005 roku należy do niego jedna z ulic (przy której mieszka niżej podpisana autorka). Jest ona - o paradoksie - jedną z chyba najmniej absurdalnych ulic w Warszawie. Autobusy przyjeżdżają na czas, na zimę asfaltu nie zwijają, a zza węgła nie czai się żaden Anioł. Ciekawe, co by na to powiedziała Miećka Aniołowa?

. .

Pewnie by była w szoku. I w szoku byłby zapewne sam Bareja, wiedząc, że rok po ulicy dostanie mu się jeszcze pośmiertnie od (zupełnie nowej) władzy Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, a dwa lata po orderze zostanie ogłoszony najlepszym reżyserem komediowym stulecia (Złote Kaczki miesięcznika "Film"). Tak więc - chwała Temu Misiu!

***

Przedstawiony powyżej wybór filmów i pochodzących z nich scenek jest oczywiście bardzo subiektywnym hołdem „na wyrywki”, oddanym mistrzowskiemu zmysłowi obserwacji Stanisława Barei - prześmiewcy. Bo przecież zrobił wiele innych filmów, i nie były to same komedie, choćby „Dotknięcie nocy” – kryminał nakręcony na podstawie wydarzeń autentycznych. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść.

Konie - łby pospuszczać... Czy konie mnie słyszą?!
Reklama

Czytaj także

Kraj

Wymarsz z religii

W szkołach średnich, w dużych miastach, uczestniczący w lekcjach religii to już mniejszość. Topniejąca z roku na rok.

Joanna Podgórska
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną