Fenomen języka esperanto

Malamikete, kadó, kadó!
Gdy w 1917 r. Ludwik Zamenhof umierał w warszawskim mieszkaniu przy ul. Królewskiej 41, jego dzieło, esperanto, żyło już własnym życiem.
Gwiazda esperantystów
limako/Flickr CC by SA

Gwiazda esperantystów

Ludwik Zamenhof z symbolem języka esperanto w klapie
Wikipedia

Ludwik Zamenhof z symbolem języka esperanto w klapie

Liczbę esperantystów na świecie trudno oszacować. Pesymiści mówią o 10 tys., optymiści o kilku milionach, ale niezależnie od tego, ilu ich jest, wszyscy pamiętają dwie daty – 15 grudnia oraz 14 kwietnia. Pierwsza to dzień urodzin (1859 r., w Białymstoku), druga – dzień śmierci warszawskiego okulisty żydowskiego pochodzenia, twórcy języka i związanego z nim ruchu. Dla esperantystów Ludwik Łazarz Zamenhof (właśc. Eliezer Lewi Samenhof, esp. Ludoviko Lazaro Zamenhof) to postać pomnikowa, dla sceptyków to tylko autor jeszcze jednej nieudanej próby stworzenia języka uniwersalnego.

O potrzebie ogólnego języka pisał już Platon, jego pomysł podchwycił żyjący w II w. rzymski medyk Galen. Pierwszy, ale nie ostatni lekarz ze słabością do lingwistyki. System pasygraficzny, który stworzył, przypominał zapisy matematyczne lub chemiczne, lub te wykorzystywane dziś w komunikacji językowej osób niepełnosprawnych. W średniowieczu powstawało kilka projektów języka filozoficznego, ale żaden nie nadawał się do mówienia. W XVII w. wielkim orędownikiem stworzenia języka prawdy był Kartezjusz. Gramatykę takiego języka dałoby się opanować w kilka godzin, a brak wyjątków ułatwiłby klarowne wyrażanie myśli. Gdy ojciec nowożytnej kultury umysłowej dał znak, lingwiści zabrali się do pracy. Twórcą pierwszego sztucznego języka apriorycznego (nieopartego na języku naturalnym) był Georg Dalgarno. Brytyjczyk podzielił pojęcia na grupy, np. literą n oznaczył istoty żywe, e zwierzęta, a k czworonogi; zatem przez nek rozumiał „zwierzę o czterech nogach”, po dodaniu końcówki i tworzono słowo neki, czyli koń, inne zwierzęta miały na końcu inne litery. W ten sposób udało się stworzyć zaledwie 200 słów.

Muzyka języka

Projekty swoich języków stworzyli też Newton i Leibniz – były one jednak zbyt hermetyczne i skomplikowane, by zdobyć popularność. Jednym z pierwszych języków, które zdobyły powszechniejszy rozgłos, był stworzony w 1817 r. przez Jeana François Sudre’a solresol oparty na siedmiu nutach gamy. Słowa powstawały po połączeniu dwóch, trzech lub więcej nut, co pozwalało utworzyć kilkadziesiąt tysięcy słów (np. Bóg to domisol, a diabeł – solmido). W solresol można było, podkładając dźwięki, gesty czy kolory, przekazywać informacje za pomocą muzyki, obrazów czy ruchu. Koncepcja spodobała się Wiktorowi Hugo i Aleksandrowi von Humboldtowi, nie miała jednak szans z językami aposteriorycznymi, mającymi u podstaw języki naturalne.

Co prawda pierwsza próba w XVI w. nie była udana (włoski poeta Teofilo Folengo uprościł łacinę i wprowadził do niej słowa z włoskich dialektów), ale już wolapik (volapük – od angielskiego worldspeak, czyli światowy język) szybko zyskał grono wyznawców. Po pojawieniu się w 1880 r. pierwszego podręcznika wolapiku powstawały kluby, periodyki i gazety. Bawarski ksiądz Johan Martin Schleyer stworzył prostą gramatykę, a słowa angielskie, niemieckie, łacińskie i francuskie maksymalnie poskracał. Niestety, trudna fonetyka nie ułatwiała nauki tego języka i sprawiała, że nie brzmiał zbyt wdzięcznie. Ostatecznie przegrał z językiem Zamenhofa.

Filolog klasyczny prof. Mikołaj Szymański swoją przygodę z językami zaczął od esperanta: – Gdy miałem 11 lat, wpadł mi w ręce samouczek. Spodobała mi się łatwość tego języka, bo 16 reguł gramatycznych mieści się na jednej kartce. Byłem fanatycznym esperantystą, w 1966 r. uczestniczyłem nawet w dziecięcym kongresie esperanckim w Budapeszcie, swój pierwszy artykuł napisałem po esperancku i udzieliłem w tym języku pierwszego radiowego wywiadu. Choć w moim życiu esperanto przegrało z łaciną, mam do niego sentyment.

Podstawową zasadą esperanta jest prostota, dlatego Zamenhof oparł się na gramatyce angielskiej i odrzucił koniugacje oraz deklinacje, wprowadzając jeden rodzajnik la i biernik, który się tworzy przez dodanie końcówki n. Liczba mnoga kończy się literą j, rzeczowniki mają końcówkę o, przymiotniki zaś a. Czasy też są regularne i mają niezmienne końcówki.

Drugą tajemnicą jest łatwa leksyka oparta na językach romańskich, w mniejszym stopniu germańskich i słowiańskich. – Esperanto nie jest językiem fleksyjnym tylko aglutynacyjnym. To język z klocków, bo doczepiając do rdzenia przyrostki i przedrostki można samemu na żywo tworzyć nowe wyrazy – mówi esperantysta Wojciech Usakiewicz. W sposób regularny przyrostek in wskazuje na osoby płci żeńskiej (viro to mężczyzna, kobieta to virino), a przyrostek mal służy do tworzenia przeciwieństw (bela to piękny, malbela – brzydki). Esperanto jest proste, ale nie da się go nauczyć w dwa dni. – Co prawda piłka po esperancku to pilko, a bułka to bulko, ale Polak musi poświęcić czas na naukę słów, gdyż 75 proc. rdzeni pochodzi z łaciny lub języków romańskich. Z polskiego Zamenhof wziął akcent na przedostatnią sylabę i system fonetyczny bez długich i krótkich samogłosek – mówi prof. Szymański. Zaletą esperanta było jego brzmienie, a także fakt, że Europejczycy rozpoznawali w nim wiele słów, bo funkcjonowały w znanych im językach.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną