Fenomen młodej śląskiej szkoły architektury

Kopalnia architektów
Śląska szkoła architektury to zjawisko, o którym coraz głośniej nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Dlaczego jest tak niezwykła? Mówiąc najkrócej, dlatego, że staje okoniem wobec gustów zdecydowanej większości rodaków.
Dom bezpieczny pod Warszawą (KWK Promes, 2009). Najbardziej radykalny z serii niekonwencjonalnych projektów domów jednorodzinnych, zaprojektowanych w ostatniej dekadzie przez Roberta Koniecznego.
Aleksander Rutkowski / KWK Promes/materiały prasowe

Dom bezpieczny pod Warszawą (KWK Promes, 2009). Najbardziej radykalny z serii niekonwencjonalnych projektów domów jednorodzinnych, zaprojektowanych w ostatniej dekadzie przez Roberta Koniecznego.

Projekt Tomasza Koniora - katowicka siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Na zdjęciu - wejście główne
Konior Studio/materiały prasowe

Projekt Tomasza Koniora - katowicka siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Na zdjęciu - wejście główne

Domek ekologiczny Piotra Kuczii, dowód śląskiej oszczędności i racjonalności.
Tomek Pikula/materiały prasowe

Domek ekologiczny Piotra Kuczii, dowód śląskiej oszczędności i racjonalności.

Od prawie 20 lat nasz kraj zalewa architektoniczna szmira. Jej symbolem w skali mikro są wszechobecne w podmiejskich pejzażach jednorodzinne pseudodworki z tyloma detalami, że od ich oglądania można dostać oczopląsu. A w skali makro – podszyte kiczem postmodernistyczno-bizantyjskie formy, jak warszawskie centrum handlowe Złote Tarasy, siedziba Telewizji Polskiej czy rozsiane po kraju sklepy Fashion House lub hotele Gołębiewski. Portal Gazeta.pl wymyślił nawet specjalną sekcję informacyjną, zatytułowaną „Makabryła”, która na brak coraz to nowych przykładów narzekać nie może. Na tym ogólnopolskim tle architektura projektowana na Śląsku jawi się jak jedna wielka artystyczna prowokacja czy też – jak kto woli – wyrzut sumienia i manifestacja estetycznej odrębności.

Jej najnowsza kariera zaczęła się na dobre dopiero w mijającym dziesięcioleciu. Pierwsze ciekawe budynki wyrosły w końcu lat 90. (np. siedziba ZUS w Zabrzu w 1997 r.), ale naprawdę głośno zrobiło się dopiero w 2003 r. A to za sprawą Bolko-Loftu, mieszkania, które zaprojektował sobie w dawnej lampiarni kopalni Orzeł Biały w Bytomiu architekt Przemo Łukasik. Fachowców ujęła bezpretensjonalna, ale i odważna adaptacja dawnego przemysłowego budyneczku, który wkrótce został też okrzyknięty jedną z ikon współczesnej rodzimej architektury. Drugim znaczącym i medialnie nagłośnionym wydarzeniem była nagroda House of the Year, przyznana w 2006 r. przez prestiżowy międzynarodowy portal architektoniczny Robertowi Koniecznemu za tzw. Dom Aatrialny – rozległą willę z zaskakującym odwróceniem tradycyjnych funkcji wejścia i atrium. Dwa lata później Konieczny oraz Tomasz Konior znaleźli się na międzynarodowej liście 40 najlepszych młodych architektów Europy.

Zaczęło przybywać ciekawych inwestycji, a obiecujących architektów, zgarniających coraz więcej nagród i wyróżnień, zebrała się spora gromadka. Nic dziwnego, że z czasem ukuto termin „śląska szkoła architektury” i zaczęto mówić o jej umacniającej się pozycji w kraju. Tworzą ją przede wszystkim architekci urodzeni na przełomie lat 60. i 70.: Robert Konieczny (KWK Promes), Tomasz Konior, Przemo Łukasik (Medusa Group). Nieco starsi są Piotr Kuczia oraz Małgorzata Pilinkiewicz i Tomasz Studniarek (Archistudio). Wśród najmłodszych (ledwie po trzydziestce) wyróżniają się Marcin Jojko i Bartek Nawrocki, autorzy m.in. niezwykle ciekawego układu, częściowo schowanych pod ziemią, jednorodzinnych domów w Rybniku. Niemal wszystkich łączy fakt ukończenia studiów na tym samym Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach, śląski adres pracowni i to, że większość projektów realizują u siebie, choć rosnąca sława sprawiła, że stawiają to i owo także w innych regionach kraju (np. Dom Bezpieczny Koniecznego pod Warszawą, Gimnazjum w Białołęce i Sąd Rejonowy w Rzeszowie Koniora czy centrum kultury w Grodzisku Mazowieckim Andrzeja Dudy i Henryka Zubela). – O polskiej architekturze mówi się na świecie coraz częściej właśnie przez pryzmat osiągnięć śląskich projektantów – przyznaje prezes Zarządu Głównego SARP Jerzy Grochulski.

Były familoki, jest modernizm

Na czym właściwie polega fenomen i specyfika śląskiej architektury? W gruncie rzeczy na prostym patencie: mądrym i twórczym rozwinięciu tego, co dobrego przydarzyło się w lokalnym budownictwie już w przeszłości. A przydarzyły się dwie rzeczy. Pierwsza to budownictwo przemysłowe. W XIX w. to nie rezydencje fabrykantów, siedziby banków czy mieszczańskie kamienice, ale właśnie obiekty inżynieryjne przecierały nowe szlaki w architekturze. Mosty, szyby kopalniane, hale fabryczne. Maksymalnie funkcjonalne, starannie przemyślane, pozbawione wszelkich niepotrzebnych ozdób i dekoracji. A także blisko związane z nimi budynki mieszkalne, tzw. familoki. Dziś symbolizują biedę i zapóźnienie, ale gdy powstawały, były kwintesencją racjonalności i maksymalnej wygody, osiągniętej minimalnymi kosztami.

A wzorzec drugi to śląski modernizm. Już przed II wojną światową zaskakujący śmiałymi rozwiązaniami i elegancką prostotą, by przypomnieć choćby słynny drapacz chmur (Kozłowski i Bryła) czy kolonię urzędniczą na Ligocie. Zaś po 1945 r. na Śląsku powstały przynajmniej trzy ikony polskiej modernistycznej architektury: Spodek, Dworzec Główny w Katowicach oraz Dom Handlowy Skarbek.

I z połączenia obu tych tradycji zaczęła się w ostatnich latach rodzić zaskakująco inspirująca architektura. Przede wszystkim – jak niegdyś modernizm – bezkompromisowa, z pogardą odrzucająca to wszystko, czym zachłystuje się w ostatnich dwóch dekadach większość Polaków: wszystkie te tralki, kolumny, wykusze, załamania dachów, balkoniki, pastelowe kolory, tandetne materiały udające bogactwo. Fakt, że na Śląsku znacznie trudniej niż gdziekolwiek indziej znaleźć imponujące nowobogackie rezydencje czy choćby oddzielające się od otoczenia ogrodzeniami enklawy zamożności. Ale nawet te, które powstają, są jakby bardziej stonowane i eleganckie, mniej kłują w oczy pałacowo-dworkowym etosem.

Śląscy architekci nie oglądają się na mody i trendy, są bardziej odporni na inwestorskie fanaberie. Na tle średniej krajowej wręcz szokuje modernistyczno-minimalistyczna prostota takich projektów, jak Muzeum Wsi w Opolu (DB2 Architekci), Dom w Olsztynie (Medusa Group), Stacja paliw w Sierczy (Group A Architects) czy Ośrodek Sportów Wodnych w Pszczynie (Piotr Kuczia). Niemal wszystkie zbudowane na planie prostokąta, harmonijne, proporcjonalne, ze zdecydowanie dominującymi w bryle kątami prostymi.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną