Rozmowa jako źródło wiedzy

Ludzie do przeczytania
Wypożyczyć można na przykład Homoseksualistę, Mordercę, Żyda, Muzułmanina, Bezdomnego czy Anarchistę. Do Żywej Biblioteki może przyjść każdy, a egzemplarz wypożyczyć bezpłatnie. W tej bibliotece ludzie występują w roli książek.
Warszawska Żywa Biblioteka – spotkanie z bezdomnym Romualdem Modrakiewiczem
Rafał Guz/Fotorzepa

Warszawska Żywa Biblioteka – spotkanie z bezdomnym Romualdem Modrakiewiczem

Akcja „Żywa Biblioteka” ma na celu burzenie stereotypów i budowanie tolerancji
Franciszek Mazur/Agencja Gazeta

Akcja „Żywa Biblioteka” ma na celu burzenie stereotypów i budowanie tolerancji

Żywe Książki to ludzie, którzy zdecydowali się opowiedzieć czytelnikowi coś o sobie. Pochodzą zazwyczaj z grup społecznie nieakceptowanych. A czytanie polega na rozmowie z osobą, której zadaniem jest zweryfikowanie fałszywych przekonań na jej temat.

Spontaniczna idea

Aby porozmawiać, najpierw trzeba zarejestrować się u bibliotekarza i odebrać kartę czytelnika. Wybrany z katalogu egzemplarz po pół godzinie należy oddać w nienaruszonym stanie, zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Bibliotekarz sporządza karty katalogowe, czyli opisy, aby każdy chętny mógł zapoznać się z problemami osoby, z którą chce porozmawiać. Pomysł Żywej Biblioteki zrodził się 10 lat temu w Danii i był protestem wobec agresji i nietolerancji. Miał zachęcić do zapoznania się z prawami człowieka i powodować wzrost świadomości na temat stereotypów i ich społecznych konsekwencji. Zgodnie z założeniem, że najlepszą formą zrozumienia inności jest bezpośrednie z nią spotkanie.

Organizując podczas muzycznego festiwalu w Roskilde w 2000 r. pierwszą Żywą Bibliotekę, jej założyciele zapewne nie sądzili, że pomysł w ekspresowym tempie osiągnie popularność na świecie, a edycje zagoszczą na stałe w kilkudziesięciu krajach. Od 2003 r. jednym z głównych promotorów programu ŻB jest Rada Europy, a większość spotkań organizuje się w bibliotekach publicznych, ośrodkach kultury czy na muzycznych festiwalach Europy, od Portugalii po Ukrainę.

Polską edycję Żywej Biblioteki po raz pierwszy zorganizowało Stowarzyszenie Lambda z Warszawy w ramach imprezy „Globalna Wioska – Święto Różnorodności”. Na stołecznym placu Konstytucji pojawił się wówczas ogromny namiot, w którym przez cały dzień prezentowały się polskie i zagraniczne organizacje pozarządowe, promujące prawa człowieka. Rodzima edycja odbywa się w kilku największych miastach.

Mimo że u nas funkcjonuje standard poprawności politycznej w narodowo-katolickim wydaniu, z dyskryminacją homoseksualizmu i niezgodą na zapłodnienie in vitro, ŻB lokuje się bardziej w nurcie poprawności europejskiej, która nie obraża ludzi z racji ich przynależności do grup społecznych, na tle rasowym i światopoglądowym. W Danii idea zrodziła się spontanicznie, natomiast w Polsce wydaje się być polityczna.

ŻB może zorganizować każdy. Organizacją, która nas wspiera i doradza, jest Human Library, której ŻB jest oficjalną metodą. Prawnej licencji nie ma, a konwencja jest grzecznościowa – wyjaśnia Dorota Mołodyńska-Küntzel, koordynatorka projektu z wrocławskiej Mediateki.

Zapraszane Książki często są pracownikami organizacji pozarządowych, Domu Spotkań Angelusa Silesiusa z Wrocławia, które znają problemy wykluczonej grupy i prowadzą dla nich poradnictwo. Dlaczego więc Żywa Biblioteka nie robi furory? Być może dlatego, iż jej założenia tkwią nieco w społecznej próżni, a sam projekt jest skierowany do młodych ludzi z niszowych środowisk związanych z organizatorem.

Odwiedzający ŻB to najczęściej osoby wykształcone i w trakcie spotkania raczej nie ma szans, aby ktoś zapalczywie bronił swoich racji. Więc robi się letnio.

Ten projekt nie polega na łamaniu stereotypów. Byłoby naiwnością twierdzić, że uda się to zrobić w 30 minut. Szukamy kontekstu w najbliższym otoczeniu, a potem tworzymy listę tytułów, które wydają nam się ważne. Nie zaprosimy osób, które nie poradziły sobie ze swoim problemem. Musieliśmy też zminimalizować ryzyko potencjalnej agresji, jaka mogłaby zaistnieć w trakcie takiej konfrontacji, więc zapoznajemy czytelników z regulaminem – mówi Mołodyńska-Küntzel.

Dla przykładu na Węgrzech kilka lat temu w jednej z edycji bestsellerem stał się nazista, a w Holandii grupa De Mensenbieb uruchomiła specjalny Bibliobus, mobilną wersję ŻB na kółkach, aby docierać do grup społecznych zgromadzonych na imprezach masowych. Kto pierwszy w Polsce odważy się na zmiany? Wątpliwości potwierdza jedna z Książek.

Muszę przyznać, że byłem mocno spętany i ograniczony czasem spotkania i czułem kaganiec tego miejsca. Trzeba się spotykać na głębszych poziomach, a tutaj po pół godzinie pojawiała się bibliotekarka i przerywała rozmowę. Część ludzi przychodziła trochę jak do cyrku, jakby małpy chcieli pooglądać. W kuluarach było słychać, że Książki chciały rozmawiać więcej i dłużej. Ale zostałem zaproszony i musiałem się trzymać organizacyjnych kanonów – przyznaje Trzeźwy Alkoholik. I po chwili namysłu dodaje: – Zaprosiłem do ŻB skazanego za morderstwo kolegę z zakładu karnego. Miał duże powodzenie i w przerwie zapytałem go o refleksje na temat tej akcji. Spojrzał na bibliotekarkę i powiedział: idea jest dobra. A to, co się tutaj dzieje, to jest trochę za malutkie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną