Czy Record Store Day ocali małe sklepy płytowe?

Święto płyty
Jeden dzień, setki wydarzeń i tysiące ludzi na całym świecie. W tym roku po raz pierwszy w Polsce. Record Store Day ma ocalić małe sklepy płytowe.
Record Store Day - cztery lata od startu skupia już poważną międzynarodową koalicję sklepów z płytami
materiały prasowe

Record Store Day - cztery lata od startu skupia już poważną międzynarodową koalicję sklepów z płytami

Zadowolony artysta (Slash) i klient zeszłorocznego Record Store Day
an, Corbis, Luke Macgregor/Reuters/Forum

Zadowolony artysta (Slash) i klient zeszłorocznego Record Store Day

Sprzedaż płyt winylowych wzrosła w ciągu ostatniego roku o 15 proc., dochodząc do poziomu nienotowanego od 20 lat
an, Corbis, Luke Macgregor/Reuters/Forum

Sprzedaż płyt winylowych wzrosła w ciągu ostatniego roku o 15 proc., dochodząc do poziomu nienotowanego od 20 lat

Co to jest ten „mały, niezależny sklep płytowy”? Komuś, kto – jak dziś w Polsce – obserwuje tylko starcie wielkich sieci handlowych, trudno to wyjaśnić. Najlepiej odesłać do książki „Wierność w stereo” Nicka Hornby’ego lub powstałego na jej kanwie filmu „Przeboje i podboje”.

Tam można znaleźć opowieść o tym, jak to klient przychodzi do sklepu i mówi: „Szukam płyty dla córki. »I Just Called To Say I Love You«. Macie to?”. Sprzedawca wie, że nie ma, ale z błyskiem w oku blefuje: „Jasne”. Klient: „Poproszę”. Na to słyszy: „Przykro mi, ale nie sprzedam panu tej płyty”. „Dlaczego?”. „Bo to sentymentalne, ckliwe gówno!” – odpowiada sprzedawca, który prywatnie jest miłośnikiem Steviego Wondera, ale uważa, że artysta ten mocno obniżył loty w latach 80., gdy nagrywał „I Just Called...”.

Hornby trafił w punkt. Od sklepu internetowego albo dużej sieci handlowej – gdzie nikt ani myśli krytykować gust klienta – taki mały sklep różni się tym, że ma misję. Nie jest dla wszystkich, więc nie jest nijaki. Chce nie tylko zarabiać pieniądze, ale też popularyzować muzykę, która podoba się jego właścicielom. Bywa miejscem dyskusji, nawet edukacji muzycznej. Odgrywa czasem – podobnie jak biblioteka – rolę małego ośrodka kultury. Damon Albarn z grup Blur i Gorillaz uważa nawet, że te funkcje sklepu z płytami będą trwalsze niż sam przemysł płytowy: „Nawet w świecie blogów i dostępu do muzyki w Internecie nic nie zastąpi widoku twarzy osoby, która prezentuje wam nagranie, do którego chciałaby was przekonać”. I właśnie dlatego grupa rozsianych po świecie ludzi, którzy nie stanowią wielkiej siły ekonomicznej, postanowiła ratować sklepy.

16 kwietnia po raz kolejny obchodzić będą święto płyty – Record Store Day.

Powrót do sklepów

Teoretycznie nie ma czego świętować. Graham Jones, autor książki „Last Shop Standing” opowiadającej historię małych sklepów z płytami, prowadzi listę takich placówek na całym świecie, z której skreśla kolejne nazwy. Najpierw padały te pojedyncze, małe, teraz – pod naporem handlu w Internecie – zaczynają znikać nawet duże sieci: bankructwo grozi Tower Records, padła też największa kanadyjska sieć Sam The Record Man. – Sytuacja zmienia się tak szybko, że musiałem przygotować piątą już edycję książki – mówi. Ale z radością przygląda się inicjatywie Record Store Day.

Na pomysł Dnia Sklepu Płytowego wpadł Chris Brown, właściciel niezależnego sklepu z muzyką w Portland w amerykańskim stanie Maine. Zauważył, jak wiele zamieszania zrobił Free Comic Day – stworzona 10 lat temu inicjatywa, by fanów komiksu ściągać do małych sklepów rozdawaniem specjalnych broszurowych wydań historii obrazkowych. Tamto święto przyjęło się błyskawicznie – dziś obchodzi je ponad dwa tysiące sklepów w 30 krajach.

Z Record Store Day jest podobnie. Cztery lata od startu skupia już poważną międzynarodową koalicję sklepów z płytami. Akces zgłaszają też gwiazdy. Grupa Radiohead wypuszcza do sklepów specjalną kolekcję plakatowych grafik związanych z ostatnim albumem i okazjonalną płytę, The Rolling Stones wznawiają „Brown Sugar” na (znów modnym!) siedmiocalowym singlu. Specjalne wydawnictwa proponują Bruce’a Springsteena, AC/DC czy Pink Floyd. Wytwórnia Warner publikuje serię kolorowych winyli zawierających oryginał i nową wersję znanej piosenki (na jednej z nich znajdziemy na przykład Red Hot Chili Peppers grających utwór Ramones). Dla miłośników popu znajdą się okolicznościowe winylowe wydawnictwa Adele i Lady Gagi. Wykonawcy, na których występy trudno dostać bilety, zagrają specjalne koncerty w lokalnych sklepikach, ambasadorem całej akcji został w tym roku Ozzy Osbourne.

Czemu artyści i wytwórnie płytowe dopiero dziś angażują się w takie działania? Może zauważyli, że świat dużych sieci i zmieniającej się co tydzień ekspozycji nowych płyt niekoniecznie wpływa na ich byt pozytywnie. Graham Jones opisuje to zjawisko w swojej książce – przypomina, że hity w latach 60. rodziły się powoli, by potem wiele tygodni pozostawać na listach bestsellerów. 40 lat później sytuacja jest – jak dowodzi – zupełnie inna. Piosenka błyskawicznie wchodzi na szczyt, a potem natychmiast z niego spada, zostawiając miejsce dla kolejnej. Jest większa konkurencja, ale też natarczywa promocja szarpie całym rynkiem, wszystko staje się bardziej doraźne, życie płyty bywa krótkie. Potrzeba więc specjalistycznych, pasjonackich sklepów, by utrzymać takie nagrania dłużej na rynku.

W samej Wielkiej Brytanii będzie można kupić w tym roku tylko tego dnia ponad 300 wydawnictw – chwali inicjatywę Jones, który sam zaczynał od stoiska z płytami na jednym z brytyjskich targowisk, a potem współtworzył jedną z największych niezależnych sieci dystrybucyjnych. Większość z tych specjalnych płyt trafi do takich placówek, jakie opisywał Hornby: sklepów z klimatem, w których często panuje nieład, bo przecież „tylko fani Phila Collinsa kupują w miejscach tak czystych i zdrowych jak podmiejski Habitat”. A to już dziś przynosi efekt w postaci zahamowania fali zamknięć.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną