Cannes 2011: relacja piąta

Koniec świata
-Bóg może się nieźle bawił, stwarzając świat, ale wszystkiego na pewno nie przemyślał – żartował von Trier, opowiadając, dlaczego bohaterki „Melancholii” tak strasznie cierpią". (Abstrahując od... Hitlera) - relacjonuje z Cannes Janusz Wróblewski.
„Melancholia” przy pompatycznych dźwiękach uwertury do wagnerowskiego „Tristana i  Izoldy” opowiada o końcu świata.
Cannes 2011/materiały prasowe

„Melancholia” przy pompatycznych dźwiękach uwertury do wagnerowskiego „Tristana i Izoldy” opowiada o końcu świata.

Tak żartował uśmiechnięty Lars Von Trier, opowiadając dlaczego bohaterki „Melancholii” tak strasznie cierpią i wszystko im się rozsypuje (zanim zaliczył na konferencji prasowej wpadkę z Hitlerem, twierdząc, że go rozumie, za co później oficjalnie przeprosił...).

W jego zimnym, starannie wymyślonym filmie o bogu jednak w ogóle się nie wspomina. Nie widać go w jakiejkolwiek postaci. Triumfuje bezosobowa materia i wielka kosmiczna pustka wywołująca, u wrażliwszej z sióstr, chroniczny lęk i napady odrętwienia.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną