Lady Gaga - czy ona w ogóle śpiewa?

Wojna na głosy
Co ma wspólnego dążenie do perfekcji u współczesnych wokalistów z wojną, obozami pracy i badaniami sejsmologów? Nowy album Lady Gagi pokazuje, że coraz więcej.
Lady Gaga bez kompleksów wykorzystuje dzisiejsze możliwości komputerów – zarówno przy obróbce obrazu, jak i głosu
Universal Music Polska/Polityka

Lady Gaga bez kompleksów wykorzystuje dzisiejsze możliwości komputerów – zarówno przy obróbce obrazu, jak i głosu

25-letniej dziś Gagi nie było na świecie nawet w roku 1983, gdy Queen nagrywał „Radio Ga Ga”
Universal Music Polska/materiały prasowe

25-letniej dziś Gagi nie było na świecie nawet w roku 1983, gdy Queen nagrywał „Radio Ga Ga”

Pierwszy wokoder, ok. 1936 r. – i pierwszy wokalista, który przetestował tę technologię. Lady Gagą w przeszłości był Charles Vadersen
Art Archives and History Center/materiały prasowe

Pierwszy wokoder, ok. 1936 r. – i pierwszy wokalista, który przetestował tę technologię. Lady Gagą w przeszłości był Charles Vadersen

Karierę Lady Gagi rozpoczęła II wojna światowa. Technologia skutecznego kodowania rozmów telefonicznych była znana od paru lat, ale alianci mieli problemy z jej wdrożeniem, a prezydent Roosevelt – opory przed ustawieniem sobie w Białym Domu wielkiej metalowej skrzyni kryjącej urządzenie zwane wokoderem (ang. vocoder – od voice encoder). Podobno bał się, że porywczy Churchill łyknie whisky i zadzwoni do niego o jakiejś nieludzkiej porze, nie zważając na różnicę czasu. W końcu jednak obaj przywódcy mocarstw właśnie za pomocą wokodera uzgodnili szczegóły lądowania w Normandii. Efekt był taki, że po jednej stronie drutu słychać było głos przywódcy A, po drugiej stronie – głos przywódcy B. Oba brzmiały dość syntetycznie, ale za to gdyby hitlerowcy postanowili przyłożyć ucho do drutu gdzieś po drodze, nie usłyszeliby nawet śladów ludzkiej mowy, tylko szumy i hałasy.

W metalowych pudłach – o wadze 55 ton – krył się system SIGSALY, wstępnie opracowany jeszcze pod koniec lat 20. przez inżyniera z laboratoriów firmy Bell Homera Dudleya, a używany w tej postaci do końca wojny. Wyposażony był w mikrofon i dwa gramofony, na których odtwarzano na zmianę specjalnie spreparowane płyty pomagające zagłuszyć konwersację. Wyglądał trochę jak wielkie studio nagraniowe – i do studiów w końcu trafił, choć po długiej ewolucji.

Zniszczyć ładną plażę

Dudley lubił powtarzać, że jego wynalazek robi z dźwiękiem naszego głosu coś takiego, jak gdybyśmy usmażyli jajecznicę, a potem na powrót wydzielili z niej nierozbite jajka. Wokoder dzielił pasmo częstotliwości potrzebne do rozmów telefonicznych na 10 fragmentów i przesyłał dane o każdym fragmencie oddzielnie, mieszając wszystko jak w jajecznicy. Nie dość, że w mniejszym stopniu blokowało to łącza, to jeszcze umożliwiało proste zaszyfrowanie przekazu. Efektem ubocznym było to, że rozmówcy brzmieli trochę jak roboty – bo na wyjściu głos był syntetyzowany elektronicznie, a więc tylko zbliżony do prawdziwego. Dave Tompkins, autor wydanej niedawno monografii wokodera, przytacza przykład psikusa, jakiego sprawiło wynalazcom zdanie „How to recognize speech” („Jak rozpoznawać mowę”), które po przepuszczeniu przez wokoder odebrano jako „Hot to wreck a nice beach” („Jak zniszczyć ładną plażę”).

Jeszcze długo po wojnie na wokoder patrzono przez pryzmat zastosowań wojskowych. Nad jego odpowiednikiem pilnie pracował Związek Radziecki. Sam Stalin miał obsesję na tym punkcie, a do prac wciągnięto przymusowo więźnia politycznego Aleksandra Sołżenicyna, który w powieści „Krąg pierwszy” dokładnie opisał swoje obozowe zmagania, wspominając, że Rosjanie nazywali maszynę „aparatem do sztucznej mowy”.

W latach 60. technologia tak się upowszechniła, że – choć jeszcze w czasie kryzysu kubańskiego John Kennedy spędzał godziny na telefonie podłączonym do wokodera – zaczęła przeciekać z wojskowych laboratoriów do studiów filmowych, w postaci efektów specjalnych (charakterystyczne głosy robotów) i ścieżek dźwiękowych („Mechaniczna pomarańcza” Stanleya Kubricka). W końcu na dobre podchwycili ją muzycy, którym spodobało się, że przy przetwarzaniu głosu przez wokoder mogą swobodnie sterować jego wysokością – jeśli zamiast częstotliwości podstawowej głosu użyć odpowiedni dźwięk syntezatora. A przy okazji daje to futurystyczny efekt. Tak powstało „Autobahn” grupy Kraftwerk, a niedługo potem „Mr. Blue Sky” Electric Light Orchestra. Gdy je nagrywano w połowie lat 70., Lady Gaga nie pojawiła się jeszcze na świecie, ale podstawy jej sukcesu już były.

Wstrząsająca przeszłość Gagi

25-letniej dziś Gagi nie było na świecie nawet w roku 1983, gdy grupa Queen nagrywała „Radio Ga Ga” – utwór, od którego wzięła później swój pseudonim artystyczny, a w którym słowo „radio” dośpiewuje właśnie głos przepuszczony przez wokoder. Za to musi dobrze pamiętać przebój Cher „Believe” (1998 r.) z linią wokalną prowadzoną w sposób niewiarygodnie czysty, a przy tym przechodzącą z nuty w nutę inaczej niż ma w naturze ludzki głos. Co – po niebywałym sukcesie wokalistki – opisano mianem „efektu Cher”.

Producenci „Believe” twierdzili najpierw, że wykorzystują wokoder. Tymczasem piosenka ta była demonstracją nowego urządzenia, korzystającego z technologii wokodera, ale wzbogacającego ją i pozwalającego na idealne, cyfrowe wyrównywanie na bieżąco niedoskonałości śpiewu. Wyprodukowano je po raz pierwszy w połowie lat 90. jako program komputerowy do edycji partii wokalnych i nazwano Auto-Tune.

Tego wynalazku również nie opatentował profesjonalny muzyk, tylko nudzący się na przedwczesnej emeryturze pracownik kompanii naftowej Exxon Andy Hildebrand. Przez lata był specjalistą łączącym akustykę i sejsmologię – pomagał szukać złóż ropy techniką polegającą na skanowaniu powierzchni za pomocą dźwięku i analizowaniu najdrobniejszych zmian częstotliwości. Gdy jeden z przyjaciół rzucił mu wyzwanie, pytając, czy potrafiłby sprawić, by ten śpiewał czysto, Hildebrand napisał stosowny program.

Skończyło się na tym, że założył firmę Antares, dziś potentata oprogramowania muzycznego. Auto-Tune to jej flagowy produkt, sprzedawany od 1997 r., i na początku bagatelizowany, choć już wtedy pojawiały się głosy, że program poprawiający linie wokalne to oszustwo i – co za tym idzie – zło. Zagadnięty o to Hildebrand odpowiadał: „Moja żona chodzi w makijażu. Czy to też zło?”.

Po efekcie Cher sporo zamieszania wprowadzili raperzy. Dopóki bowiem ktoś poprawiał w zaciszu studia nagraniowego partie w miarę zdolnych wokalistów, rzecz była niezauważalna. Ale T-Pain, a później Kanye West uciekali się do Auto-Tune’a dlatego, że natura nie dała im wokalnego talentu. Korzystali też skwapliwie z ekstremalnych ustawień programu, który czyni wówczas z głosem rzeczy w naturze niemożliwe.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną