Po festiwalu filmowym w Cannes 2011

Skandale i spełnienia
Przez 12 dni festiwal w Cannes tętnił życiem, prowokował, testował gusty. Poza głośnym skandalem z udziałem Larsa von Triera zostawia po sobie mnóstwo udanych filmów.
Złotą Palmę otrzymał film Malicka „Drzewo życia”. W roli głównej wystąpił m.in. Sean Penn (na fot.)
EAST NEWS

Złotą Palmę otrzymał film Malicka „Drzewo życia”. W roli głównej wystąpił m.in. Sean Penn (na fot.)

Grand Prix, jedno z dwóch przyznanych exaequo: „Chłopiec z rowerem” – neorealistyczny moralitet. Bohatera tytułowego gra Thomas Doret
Cannes 2011/Polityka

Grand Prix, jedno z dwóch przyznanych exaequo: „Chłopiec z rowerem” – neorealistyczny moralitet. Bohatera tytułowego gra Thomas Doret

Robert De Niro, przewodniczący canneńskiego jury
IP3 PHOTO PRESS AGENCY/BEW

Robert De Niro, przewodniczący canneńskiego jury

Złota Palma dla metafizycznego dramatu „The Tree of Life” (Drzewo życia) Amerykanina Terrence’a Malicka nie była zaskoczeniem. To arcydzieło, widowiskowy poemat filmowy, zapraszający do intymnego dialogu z Bogiem, kosmosem, naturą, poszukujący odpowiedzi totalnej na odwieczne pytania ludzkości.

Malicka nie było w Cannes. Zapowiedział, że nie przyjedzie i słowa dotrzymał. W jego imieniu nagrodę odebrali producenci. Niehollywoodzki film, kręcony z przerwami przez trzy lata, z Bradem Pittem i Seanem Pennem w rolach głównych, gotowy był już rok temu. Z niewiadomych przyczyn nie dostał się wtedy do konkursu, co teraz trudno zrozumieć. Podobnie jak idiotycznej reakcji widowni, która film wygwizdała. Może dobrze, że się obraził i osobiście nie stawił, bo musiałby wysłuchiwać pytań nie na poziomie.

Autor „Drzewa życia” jest filozofem. Pochodzi z Teksasu. Ma 68 lat. Pracę magisterską pisał o Heideggerze. Studiował na Harvardzie i Oxfordzie. Zajmował się dziennikarstwem. 20 lat spędził we Francji, gdzie wykładał filozofię i historię kina. Nakręcił zaledwie pięć filmów. Każdy przełomowy. Wśród nich „Niebiańskie dni” i „Podróż do Nowej Ziemi”, w której dekonstruował mit założycielski Stanów Zjednoczonych. Najbardziej znany jest epos wojenny „Cienka czerwona linia”, ekranizacja powieści Jamesa Jonesa, zapowiadająca to, co Malick rozwinął mistrzowsko w swoim ostatnim filmie. Widzenie losu jednostki z perspektywy wieczności.

„Drzewo życia” z genialnymi zdjęciami Emmanuela Lubezkiego wpisuje rodzinną tragedię w nieskończony, kosmiczno-biblijny cykl narodzin i śmierci. Odejście jednego z trzech braci na teksańskiej prowincji w latach 50. XX w. stanowi punkt wyjścia do zadawania pytań eschatologicznych: o korzenie zła, kierunek ewolucji, sens modlitwy, rolę Boga i materii. Malick stawia je na poważnie, burząc linearną narrację, zmieniając narratorów, przeskakując od realistycznych sekwencji do zupełnie wymyślonych, metafizycznych. Spektakularnym obrazom narodzin Wszechświata, erupcji wulkanicznej lawy, olśniewająco pięknej i obojętnej przyrody dodaje symboliczne znaczenia, jak w przypadku zaskakującego spotkania dinozaurów ilustrującego moment przebudzenia moralności na Ziemi.

To nie jest spóźniona i naiwna lekcja newage’owej religijności. Mimo nawiązań do księgi Hioba, wszechobecnego ducha panteizmu, to raczej jeden z najbardziej zdumiewających, erudycyjnych esejów filmowych, jakie powstały w dziejach kina. Wizjonerska podróż do granic ludzkiej wyobraźni wymagająca od widza maksymalnego skupienia, dociekliwości i otwarcia na nowe doznania. Jak niegdyś „2001: Odyseja kosmiczna” Kubricka.

Sprawnie i elegancko

Druga co do ważności nagroda Grand Prix została przyzna dwóm filmom ex aequo, co nie zdarza się często, ale żadnej kontrowersji w tym nie ma. W sensie trafności jurorskich wyborów trudno o sprawiedliwszą decyzję. Zarówno „Le gamin au velo” (Chłopiec z rowerem) belgijskich braci Dardenne, jak i „Bir zamanlar Anadolu’da” (Zdarzyło się pewnego razu w Anatolii) Turka Nuri Bilge Ceylana są wysokiej klasy wypowiedziami autorskimi w pełni zasługującymi na najwyższe laury.

Minimalistyczny film Dardenne’ów (dwukrotnych zwycięzców canneńskiego konkursu) wpisuje się w ich dotychczasową estetykę. Banalna na pozór sytuacja wzięta wprost z życia urasta na ekranie do wymiaru nieomal antycznej tragedii. Wszyscy są dobrzy, pragną miłości, a jednak nieszczęście się zdarza. Nastoletni chłopiec z sierocińca, rozpaczliwie wyczekujący powrotu ojca, który się go wyrzeka, wpadnie w sidła dilera. W tym neorealistycznym moralitecie bracia Dardenne zastanawiają się nad obezwładniającą siłą przyciągania zła, które w oczach zaślepionego małoletniego bohatera ma mu zastąpić brak ojcowskiej czułości i troski.

Dwuipółgodzinny, nastrojowy film Ceylana, mimo pozornie prostej konstrukcji, jest bardziej zagmatwany, ale ostatecznie przynosi więcej satysfakcji. To połączenie dramatu społecznego z brutalnym kryminałem, w którym odpowiedź na pytanie, kto i dlaczego popełnił zbrodnię, zostaje ledwie zasugerowana. Trzeba ją samemu wyłuskać ze strzępów rozmów, opowieści rzucanych mimochodem, ukradkowych spojrzeń. Przedziwny film, który ktoś porównał do prozy Dostojewskiego.

Całkowitym zaskoczeniem była natomiast nagroda przyznana za najlepszą reżyserię Duńczykowi Nicolasowi Winding Refnowi za „Drive” (Kieruj) – dość błahą parodię kina sensacyjnego w duchu Tarantino. Jedynym wytłumaczeniem jest chyba to, że w jury, któremu przewodniczył Robert De Niro, zasiadało jeszcze kilku specjalistów od kina gangsterskiego. Poza tym wszystko przebiegało sprawnie i elegancko, jak zawsze.

Wygnanie von Triera

Przez 12 dni festiwal tętnił życiem, prowokował, testował gusty. Były pokazy ogni sztucznych, wystawne bankiety do białego rana, przemarsze po czerwonym dywanie gwiazd, m.in. Woody’ego Allena, Jodie Foster, Johnny’ego Deppa, Penelope Cruz, Antonio Banderasa. Różnorodność i jakość pokazów zachwycały.

Jedynym zgrzytem, który psuł humory, była szeroko komentowana wypowiedź duńskiego reżysera Larsa von Triera. Chcąc rozbawić dziennikarzy, autor „Melancholii” zażartował, że jest nazistą, po czym brnął dalej, przyznając z rozpędu, że potrafi nawet trochę współczuć Hitlerowi, nie czując wcale, że kompletnie jest nierozumiany. Reakcja była natychmiastowa. Uznano go za persona non grata (we Francji wypowiedzi antysemickie są nielegalne), co w długiej, 64-letniej historii festiwalu nie przydarzyło się nikomu.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną