Rozmowa z Larsem von Trierem

Persona non grata
Duński reżyser filmowy opowiada o melancholii i depresji oraz o czerpaniu przyjemności z życia.
Lars von Trier (ur. w 1956 r.) – jeden z najbardziej utalentowanych i niepokornych reżyserów europejskich. Jest znany z ekscentrycznego zachowania i nieobliczalnych pomysłów
Christian Geisncs/Materiały prywatne

Lars von Trier (ur. w 1956 r.) – jeden z najbardziej utalentowanych i niepokornych reżyserów europejskich. Jest znany z ekscentrycznego zachowania i nieobliczalnych pomysłów

W filmie „Melancholia” chciał opowiedzieć o swojej depresji. O klęsce w starciu z chorobą
Gutek Film/materiały prasowe

W filmie „Melancholia” chciał opowiedzieć o swojej depresji. O klęsce w starciu z chorobą

Na fot. grająca główną rolę w ostatnim filmie von Triera Kirsten Dunst
Gutek Film/materiały prasowe

Na fot. grająca główną rolę w ostatnim filmie von Triera Kirsten Dunst

Janusz Wróblewski: – Uznano pana za persona non grata. Jakie będą tego konsekwencje dla pana i pańskiego filmu?
Lars von Trier: – Nie mogę przebywać w promieniu 100 m od Pałacu Festiwalowego.

Jak długo? Na zawsze?
Tak mi powiedziano.

„Melancholia” straciła przez to szansę na Złotą Palmę?
Filmu nie usunięto z konkursu. Jury miało wolną rękę. Mogło podjąć dowolną decyzję.

Czuje się pan skrzywdzony?
Popełniłem błąd. Zagalopowałem się. Różne głupstwa można wygadywać zeznajomymi. Nikt wtedy nie bierze tego serio. Każdy wie, że nie jestem nazistą. Nawet gdybym powtórzył to sto razy. Dowcipkowanie w miejscu publicznym niesie ryzyko, o którym zapomniałem. Sądziłem, że wszyscy dobrze się znamy i dystans nie jest potrzebny. Po konferencji spotkałem się z dziennikarzami prasy skandynawskiej. Nie byli zaskoczeni ani oburzeni tym, co powiedziałem. Mają podobne poczucie humoru. W ogóle nie poruszaliśmy tego tematu.

Nie brał pan pod uwagę, że kogoś mogło to nie śmieszyć?
No właśnie. A zdania wyrwane z kontekstu brzmią strasznie. Media natychmiast to rozdmuchują. Tak dziś funkcjonuje świat. Muszę to zaakceptować. Bardzo mi przykro, jeśli kogoś zraniłem. Nie takie były moje intencje.

Dlaczego nie przyjęto pana przeprosin?
Clinton też kiedyś się publicznie pokajał, ale jakie to miało znaczenie? Informacja poszła w świat. Został upokorzony. Niczego to nie zmieniło.

Jak zareagowała pańska rodzina?
Dzieci bały się usłyszeć od obcych ludzi, że ich ojciec jest nazistą. Oczywiście doskonale mnie znają i są przyzwyczajone do wariactw. Tego dnia jednak wolały nie ruszać się z domu.

Największe zawodowe sukcesy osiągał pan w Cannes. Nie obawia się pan zrujnowania tego dorobku?
Staram się myśleć pozytywnie. Dotychczas każdy film pokazywałem na tym festiwalu. Cykl produkcyjny był ustawiony tak, żeby zdążyć z ukończeniem przed majem. Myślę, że będzie dla mnie lepiej, jeśli teraz odpocznę od tego harmonogramu.

Pozostaje Wenecja, Berlin.
Mam w głowie kolejny projekt, pornograficzny. Pokażę go pewnie na jakimś małym festiwaliku pornoli, gdzie nie jestem persona non grata.

Jako artysta stara się pan rozumieć ludzką naturę, tłumaczyć problemy innych. Sam tymczasem ma kłopoty z byciem rozumianym. Smutny paradoks?
Człowiek bywa głupi, stanowi dla siebie zagadkę. Niemniej radykalna tradycja, w jakiej zostałem wychowany, każe nazywać rzeczy po imieniu. Posługiwać się nie tylko grzecznymi sformułowaniami, ale również takimi, które są kontrowersyjne, sprawiają ból.

„Melancholia” jest najbardziej osobistym filmem w pana karierze?
Pracowałem nad nim długo, dwa lata. Sprawiało mi to dużą przyjemność. Marzyłem, żeby zanurzyć się w otchłań wagnerowskiego romantyzmu. Chciałem opowiedzieć o swojej depresji. O klęsce w starciu z chorobą. Nie sądziłem, że wyjdzie z tego obraz w stylu Viscontiego, którego oczywiście kocham. Czy to jeszcze mój styl, nie wiem.

W filmie niemożność ucieczki przed chorobą została wyrażona za pomocą metafory końca świata, kosmicznej kolizji. Ziemia zderza się z planetą Melancholia.
Moja depresja zrodziła się z lęku. Trwoga nie do opanowania, w postaci czystej, jest chyba najgorszym stopniem cierpienia, jakiego nie potrafię znieść. Obezwładnia, paraliżuje, niszczy, nie pozwala nic robić. Z drugiej strony stanowi swego rodzaju błogosławieństwo. Leżysz w łóżku, płaczesz i starasz się nie poddawać. Melancholia tym się różni od depresji, że ten strach czyni znośniejszym. Film jest wizją na ten temat.

Czym jest melancholia? Jak pan ją definiuje?
Nie ma jednej definicji melancholii. Niektórzy widzą w niej chroniczną chorobę, inni źródło rozkoszy. To pojęcie wieloznaczne. Zawiera w sobie smutek, zwątpienie z powodu oddalenia od Boga, o czym pisał Kierkegaard. Niepewność, przygnębienie. Szaleństwo. Jednocześnie melancholia należy do języka poetów, można ją poczuć przeżywając sztukę. W naszej kulturze oznacza chorobę psychiczną objawiającą się brakiem chęci do życia oraz spotęgowane doświadczenie własnego ja. Dla mnie to coś w rodzaju czarnej witaminy, nieszczęśliwego stanu zakochania. Gorzka słodycz. Mogę jej użyć do tworzenia albo do ucieczki od rzeczywistości.

Dlaczego melancholicy tęsknią do śmierci?
Ważna jest tęsknota. Prawda jest taka, że być może nie ma do czego tęsknić. Tylko sama tęsknota jest prawdziwa. Tak jak ból jest prawdziwy. Czujemy go w środku. Jest częścią realności.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną