Fenomen rumuńskiego kina

Rumun na fali
Nie węgierskie, nie czeskie, nie polskie, tylko biedne i utożsamiane z amatorstwem kino rumuńskie, jako jedyne z naszego regionu zdołało się przebić do światowej ekstraklasy.
„Loverboy” Catalina Mitulescu. Konfrontacja romantyzmu, marzeń, bezgranicznego oddania pierwszej miłości z trudnym do wyobrażenia wyrachowaniem.
WOLF/materiały prasowe

„Loverboy” Catalina Mitulescu. Konfrontacja romantyzmu, marzeń, bezgranicznego oddania pierwszej miłości z trudnym do wyobrażenia wyrachowaniem.

O narodzinach rumuńskiej nowej fali zaczęto mówić, gdy nikomu nieznany 39-latek z Bukaresztu Cristian Mungiu otrzymał Złotą Palmę w Cannes za dramat społeczny „4 miesiące, 3 tygodnie i dwa dni”. Przełomowy, w pełni zasłużony sukces przypominał wyczyn Krzysztofa Kieślowskiego z „Krótkim filmem o zabijaniu”. Odcinek „Dekalogu” tylko zyskiwał na znaczeniu pokazywany oddzielnie. Podobnie film Rumuna, stanowiący część szerszego telewizyjnego cyklu, zatytułowanego „Opowieści Złotego Wieku”, obśmiewającego żałosną codzienność komunistycznej dyktatury.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną