Kultura

Aborygen w Kongresowej

Gurrumul w Kongresowej

materiały prasowe
41-letni niewidomy od urodzenia aborygeński pieśniarz pojawi się w Sali Kongresowej w Warszawie już 4 października 2011 roku.

Polscy fani etnofolku znają Geoffreya Gurrumula Yunupingu z jego debiutanckiego albumu „Gurrumul”, który ukazał się u nas nakładem wydawnictwa MJM w zeszłym roku i zyskał entuzjastyczne opinie krytyków. W związku z premierą jego drugiej płyty, „Rrakala”, artysta da koncert w Warszawie (Sala Kongresowa, 4 października) – album będzie już do nabycia w polskich sklepach muzycznych.

41-letni niewidomy od urodzenia aborygeński pieśniarz i instrumentalista (pochodzący z ludu Yolngu z australijskiego Terytorium Północnego) grał w latach 80. w zespole Yothu Yindi, który łączył muzykę tradycyjną z (zawartymi w piosenkach) aktualnymi problemami rdzennych mieszkańców Australii. Potem założył własny zespół. Pozostał wierny muzyce ludowej, ale zamiast instrumentów tradycyjnych wprowadził nowe, jak kontrabas, gitary czy fortepian. Z takim instrumentarium nagrał w 2008 r. wspomnianą płytę „Gurrumul”. Gdy album trafił na rynek brytyjski, artysta stał się objawieniem i zyskał światową sławę – Sting nazwał jego śpiew „głosem istoty wyższej” i zaprosił do wspólnego koncertowania.

Gurrumul korzysta z dawnych pieśni plemion z Ziemi Arnhema, które do dziś służą jako wehikuł odwiecznych mitów, ale modyfikuje ich formę i niekiedy aktualizuje treści. Utwory na płycie „Rrakala”, śpiewane w języku Yolngu, choć powstały niedawno, zawierają w warstwie słownej te same motywy co pieśni tradycyjne: opisy krajobrazów, wspomnienia z życia rodzinnego, a przede wszystkim odniesienia do świata przodków. Tak jak w przypadku pieśni tradycyjnych, czy to australijskich, czy afrykańskich lub indiańskich, mamy wrażenie, jakby narrator rozmawiał z duchami.

Polityka 40.2011 (2827) z dnia 27.09.2011; Afisz. Premiery; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Aborygen w Kongresowej"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rozmowa z lesbijkami, szczęśliwymi małżonkami

Gdy słyszę, że ktoś krzyczy za mną lesba, wzruszam ramionami i idę dalej. A nawet gdybym miała zareagować, powiedziałabym: tak, lesba, i co z tego? – rozmowa z Małgorzatą Rawińską i Ewą Tomaszewicz.

Joanna Cieśla
12.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną